Jestem już po półmetku matur! Jurto czeka mnie najgorsza, czyli ustny polski - strasznie się stresuję! Przeraża mnie chyba ta bliskość z komisją :) Jestem już po ustnym angielskim, dostałam 90%. Pewnie część się teraz dziwi że nie więcej? Zjadł mnie stres! Nie umiałam poskładać zdania, ale i tak jestem bardzo zadowolona. A może jednak moje umiejętności nie są takie super? Nie wiem, ciężko mi to określić :) Angielski podstawowy bardzo łatwy, sprawdziłam odpowiedzi w internecie i nie pamiętam mojej jednej odpowiedzi, ale reszta była dobrze. Teraz jeszcze muszę poczekać na sprawdzenie formy pisemnej, ale nie nie powinno być źle. Matmę pp policzyłam sobie na minimum 80%, bo nie wiem jak zaliczą mi pytania pod tytułem "udowodnij że". Polski pp też nie należał do najtrudniejszych, temat o Dziadach mi bardzo odpowiadał, ale i tak chwilę się zastanawiałam czy nie pisać z Lalki. Ogólnie póki co, bardzo optymistycznie!
Podjęłam decyzję o roku jako au pair i po rozmowie z mamą, która boi się że jak znowu wyjadę na rok to już tam na zawsze zostanę, zmieniłam zdanie. Nieee, nie odwidziało mi się, ale wybieram Wielką Brytanie! Haha... Zawsze marzyłam żeby tam mieszkać, zwłaszcza że kocham namiętnie Harrego Pottera i nikt mnie nie musiał do tego specjalnie namawiać. Po prostu w chwili podejmowania decyzji zapomniałam, że przecież są jeszcze inne państwa niż USA. Trzymajcie się wszyscy cieplutko, ja zmykam by po bardzo wyczerpującym dniu uczyć się jeszcze na jutrzejszą prezentacje...
PS. Tak, po powrocie ze Stanów bardzo schudłam, ale nie wiem ile bo jak wróciłam unikałam wagi jak ognia. Na bank więcej niż dziesięć kilo, może coś około piętnastu? Bardzo lubię pytania w komentarzach, nawet jeżeli są niecodzienne :)
Tablo klasowe - projekt Hani, kolorowanie moje i Dominiki.
Dzisiaj przed maturami.
I w przerwie pomiędzy egzaminami. Poszłyśmy na pyszny obiad do rynku i krótką sesję zdjęciową :)
Haha! Znalazłam dr Pepper'a :P Smak Ameryki.
I jeszcze dzisiejszy prezent! Rok temu straciłam rower, dzisiaj cieszę się nowym!
Dżesika
Zebranie au-pair :) Link 16.04.2012 :: 22:20 Komentuj (4)
Już w piątek mam zebranie w sprawie wyjazdu do Stanów. Wciąż się zastanawiam, mam na zmianę napady fascynacji i strachu :) Czytam blogi osób, które teraz są w USA, które podobnie jak ja dawniej odliczają dni powrotu do Polski. U mnie sprawa wygląda jednak inaczej - już raz to przeżyłam, wiem co mnie czeka, jestem gotowa psychicznie na taki wyjazd. Są we Wrocławiu ludzie, na których bardzo mi zależy i to oni sprawiają, że jeszcze się waham z ostateczną decyzją (nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że spotkam takie dziewczyny ;-) . Póki co rozmawiałam z moimi Amerykanami. Russ nie przyleci, ponieważ ma kłopoty rodzinne, ale może uda się za rok. Myślę już o końcu roku szkolnego, o zbliżającej się maturze. Trochę się boję, nawał nauki, wrażenie że nic nie umiem, że zostało mało czasu, ale patrząc po znajomych to nachodzą ich podobne wątpliwości :) Dzisiaj rozmawialiśmy o maturze na angielskim. Panna Martyna powiedziała, że matura nie jest dla własnej satysfakcji, ale po to, żeby dostać pracę. Artyście nie jest jednak potrzebna, a ona jest artystką, więc sami wiecie :) Oczywiście podchodzi do egzaminu, ale póki co to nasz główny obiekt żartów (śmiejemy się, że jak coś pójdzie nie tak, to robimy kursy na wózki widłowe).
Prawda jest taka, że obracam się wśród fajnych mądrych dziewczyn i na bank wszystkie zdamy, a potem dostaniemy się na wymarzone studia. O moich planach nic nie piszę, bo wiadomo - moje plany zmieniają się z prędkością światło, już sama za sobą nie nadążam. Jestem teraz pochłonięta zakończeniem roku szkolnego - mam sporo na głowie, módlcie się, żebym się wyrobiła!
Dzisiaj postanowiłam być sentymentalna! Znalazłam na stronie mojego klubu tanecznego (przestałam tańczyć w styczniu lub lutym 2009). Stardance to było moje ukochane miejsce na świecie. Ostatnio spotkałam mojego trenera Michała Skawińskiego i wspomnienia powróciły :) Dance equal LOVE!
Au Pair in America! Link 18.03.2012 :: 14:48 Komentuj (8)
Tak, wiem! Jestem nienormalna, bo tak narzekałam będąc w Stanach, tak bardzo tęskniłam, ale... Ja chcę do USA! Bardzo, BARDZO tęsknię! Codziennie myślę o powrocie, o studiach w U.S. Wiem, że nie będzie łatwo, ale chcę, a nawet marzę o kolejnej przygodzie za oceanem!
Na czym polega program Au Pair in America? Póki co interesuje mnie oferta biura współpracującego z agencją AIFS. Tak jak poprzednio, organizacja ta pomogłaby mi przy znalezieniu rodziny, rozwiązywaniu wszystkich problemów i zaaklimatyzowaniu się na miejscu :) Ja sama mogłabym wybrać sobie rodzinę u której bym gościła. Na miejscu opiekowałabym się dzieckiem/dziećmi w zależności od rodziny :) Podjęłam już pierwsze kroki, jak zwykle poszukując informacji w internecie ^^ Zobaczymy co z tego wyjdzie!
Studniówka! Link 15.02.2012 :: 16:56 Komentuj (6)
Na wstępie dziękuję Basi, że przesłała mi zdjęcia :) Studniówka była cudowna, bawiliśmy się do 3:45. Potem DJ pożegnał nas ostatnią piosenką i pojechałyśmy do domu. Szykowałyśmy się u mnie, jak widać na zdjęciach, malowałam dziewczyny. Zdjęcia dodaję dla mojej mamy, która jeszcze nie miała okazji mnie zobaczyć, oraz dla innych mało cierpliwych ludzi ;)
Ania, Sylwia, ja, Dominika, Ania, Basia i Marta! Nie mogłyśmy się źle bawić, bo przecież byłyśmy razem :)
Fotorelacja z SYLWESTRA :) Link 30.01.2012 :: 22:45 Komentuj (2)
Bawiłam się wybornie, jak zawsze we Włoszczowie! Uwielbiam to miejsce, uwielbiam tych ludzi. Następna notka właśnie o moich wycieczkach na wieś, a od wakacji było ich już kilka :) Dziś zapraszam na pokaz zdjęć z nocy witającej rok 2012! Jak sami zobaczycie, nie wybieram zdjęć najpiękniejszych, ale takie, które przypominają mi miłe chwile.
A jak Wam mija nowy rok? :) U mnie już po feriach, zaczyna się harówka przed maturą, ale kto powiedział, że trzecia klasa jest łatwa? Trzeba będzie sobie odbić w weekendy :D
Italia, czyli spóźniona relacja z wakacji :) Link 23.12.2011 :: 02:43 Komentuj (2)
Jak ja dawno nie pisałam! Jest póóóóóźno w nocy, więc wybaczcie błędy, która zdarzają mi się nawet, gdy piszę notkę o ludzkiej porze :) Kiedy to ja obiecywałam zdjęcia z Włoch? Tak dawno temu, że już nawet nie pamiętam, które chciałam dodać. Jest to świetny powód, aby wrócić do folderu ze zdjęciami i ponownie przeżyć te chwile spędzone w słońcu! Pamiętam, że byłam rozżalona, że musiałam wrócić z Włoszczowy, bo nieubłaganie zbliżał się termin wjazdu z Basią do Italii. Mam takiego hopla na punkcie Włoszczowy, że nie chciałam nawet jechać na wakacje pod palmami! Jak się jednak okazało, bardzo szybko zmieniłam zdanie :)
Podróż nie była zbyt męcząca, większą część trasy przez Czechy i Austrię przespałam, a na miejsce dotarliśmy przed południem. Pamiętam dokładnie, jak bardzo nie spodobały nam się warunki, szybko jednak przywykłyśmy i nazywałyśmy naszą przyczepę "kanciapą". Do tej pory bardzo czule wypowiadamy to słowo, za rok powtarzamy wypad, ale tym razem w większym gronie, bo nasza paczka trochę się powiększyła w tym roku szkolnym :) Wróćmy jednak do tego co było! Jeszcze we Wrocławiu zastanawiałyśmy się, jak to będzie. Nie pojechałyśmy na obóz, ale na samodzielne wczasy. Dopłaciłyśmy, żebyśmy były same w przyczepie, co było najlepszym z możliwych posunięć. Sądziłyśmy więc, że większość czasu będziemy spędzać tylko we dwójkę. Szybko okazało się, że 5 obozowiczek to fajne dziewczyny (to był cały obóz!), które miały na dodatek fajną wychowawczynię, a inni wczasowicze to spoko ludziska ^^. Oczywiście wszyscy najbardziej zgrali się na sam koniec. Ja plotłam mamie Huberta warkocze, wszyscy spotykali się na wspólnych drinkach, biegaliśmy razem na animacje. Kiedy jechaliśmy w autokarze było sporo wolnych miejsc - można było się spokojnie wyspać!
Jako wycieczki fakultatywne wybrałyśmy Wenecję i Mirabilandię. W obu miejscach było cudownie. Wenecja jest piękna, nie wyobrażam sobie, żeby komuś się tam nie podobało, ale jako miejsce to życia preferowałabym jakieś łatwiej dostępne miejsce. Oprócz tego serwują tam naprawdę pyszną pizze i lody - to w czym Włosi są przecież najlepsi. Na wyspę dopłynęliśmy tramwajem-statkiem.
Następnie spacerując, wracaliśmy powoli do samochodów. Byliśmy w jedynym parku na wyspach, przespacerowaliśmy się pa Placu Św. Marka, przeszliśmy koło mostku westchnień, czy zwiedziliśmy bazylikę. Byłam zachwycona, zwłaszcza czasem wolnym, w którym kupiłam sobie koszulkę " I love Venecia".
W Mirabilandii nie obyło się bez przygód. Kiedy byłyśmy na kolejce, właśnie wtedy postanowiła się zepsuć. Wyciągali nas panowie techniczni. Kiedy byłyśmy zmęczone poszłyśmy na diabelski młyn. Chłopak z obsługi zapytał się cz jesteśmy "couple" (parą), na co Basia odpowiedziała: "Couple, couple". W taki właśnie sposób dostałyśmy osobny przedział i mogłyśmy w spokoju podziwiać widoki :) Nie odpuściłyśmy sobie żadnej atrakcji, nawet tych najstraszniejszych, czy tylko dla najmłodszych :-)
A tutaj zdjęcia z Mare e Pineta, czyli naszego campingu w Lido Degli Estensi, Baracudy (club nocny, gdzie trzeba płacić wyjściówki i gdzie byłyśmy tak często jak tylko się dało ;-), plaży i tym podobnych :)
Siesta, czyli czas na ochłodę i drzemkę!
- Zapraszam, zapraszam, Czym kanciapa bogata...
Moje 19 URODZINY :)
Pieski kocham zawsze i wszędzie!
Animatorzy jakimś cudem dowiedzieli się o tym, że mam urodziny, wzięli mnie na scenę i pół ośrodka śpiewało mi "Happy birthday to you"! Ciekawe, kto się wygadał...? :-) Btw, kto powiedział, że baby dance jest tylko dla dzieci?
Ja już w pełni gotowa na święta. Życzę Wam wszystkim, aby te święta były cudowne, piękne miłości i radości.
Nie wspomnę ile już razy chciałam napisać tą notkę, ale
lenistwo brało górę. Przepraszam wszystkich, którzy czytają, w tym
najwierniejszą fankę – kochaną ciocię Anię :) .
Okres wakacji był burzliwy, bo choć wyjazdy były tylko w
trzy miejsca, to wszystkie spędzone były bardzo intensywnie i w miłym
towarzystwie. W najpiękniejszych chwilach często nie miałam przy sobie aparatu,
ale to w końcu mój pamiętnik, więc nie odmówię sobie drobnych historyjek czy
przemyśleń na niektóre tematy, a zwłaszcza na jeden – Włoch. Ale to w kolejnej notce, bo opiszę wszystko
chronologicznie i w dwóch częściach.
Zacznę jeszcze od czerwca. Jedenastego, moja jedna z
najbliższych koleżanek z klasy obchodziła urodziny. Należy im się opisanie, bo
były zrobione z sercem. Przeciętna osiemnastka w klubie ma to do siebie, że
ludzie kupują marne prezenty, nie do końca wiadomo, kto ma urodziny,w poniedziałki chodzi się nie wyspanym, bo
przecież 99% z nich jest z niedzieli na poniedziałek, a kończą się w godzinach
rannych.Solenizant wykosztuje się na
zorganizowanie lokalu, a następnego dnia połowa ludzi siedzi na kacu i
zastanawia się jak wróciła do domu (wiem, moja ocena jest subiektywna i krzywdząca,
bo byłam też na jednej imprezie, gdzie było naprawdę super – „szacun” Ala i
Ola).
Wszystko oczywiście działo się w biegu, ja i Marta
pobiegłyśmy po prezent do Magnolii, jeszcze przed czasem zapukałyśmy do drzwi
Basieńki. Jako pierwsze nieśmiało witałyśmy się z siostrą B. – Agą i ich wspólną
przyjaciółką – Beatą. Szybko dołączyły do nas dwie Anie i już byłyśmy w
komplecie. Małe, ale dobrze zgrane, lub szybko zgrywające się towarzystwo.
Pyszne jedzenie. Tort, nad którym mama solenizantki spędziła kilka godzin (tak
przynajmniej smakował i wyglądał).
Aga, Beata, ja, Marta, Ania, Basia.
Agnieszka, Beata, zdegustowana Marta i trzy wariatki: Ania, Dżesika i Ania. Miały być głupie miny, to są :P
Potem przyszedł upragniony koniec roku szkolnego. Wszyscy
jesteśmy oficjalnie 3d – nikt się nie wykluczył, i znowu jestem przewodniczącą
klasy, ale „awansowałam”, bo z przymusowego stałam się prawie dobrowolnym, a
wyglądało to mniej więcej tak:
Wychowawczyni:
Kto chce być w trójce klasowej?
Cisza, każdy
patrzy na ławkę. Nikt nie chce być zauważony.
Wychowawczyni:
No dalej, ludzie! Kto chce być w trójce klasowej?
Wciąż nikt
się nie odzywa, a u nas to rzadkość.Ja
przypominam sobie jaką fajną książkę dostałam na koniec poprzedniego roku za
sprawowanie tej funkcji, przydała by się jeszcze jedna. Może do kompletu
serii…?
Wychowawczyni:
Nie chcecie po dobroci, to wybiorę siłą, zaraz kogoś znajdziemy.
Dżesika:
Jeżeli pani i klasa się zgodzi to mogę być w trójce klasowej.
Przyjęli moją propozycję głośnym tak, Ania się zgłosiła na
zastępcę, co zostało przyjęte jeszcze bardziej pozytywnie, a po krótkim SMS-ie
okazało się, że Marta może być skarbnikiem. Władza w naszej klasie jest w
babskich rękach :-)
No ale miało być chronologicznie, a ja już opisałam
pierwszego września. Powróćmy do wakacji. Tak naprawdę były bardzo samodzielne,
tylko trzy dni spędziłam na wyjeździe z mamą, a resztę rządziłam się sama. Z
początku lipca nasz babski team wybrał się do Kołobrzegu. Marta opiekuje się
tam swoim ukochanym koniem, Enejdą, przez co spędza tam cały swój wolny czas od
szkoły. Pogoda wyjątkowo nie dopisała, ciągle padało i było zimno chyba tylko z
dwoma wyjątkami, ale mając takie towarzystwo nie można się nudzić. Pierwszego
dnia urządziłyśmy sobie zabawę w berka na plaży, przez co Martę rozłożyło,
zjadłyśmy też fajną rybę i ogarnęłyśmy
dojazd do miasta. Już następnego dnia spotkałyśmy się wszystkie na rynku –Marta mieszkała w wiosce obok, ja, Basia i
Ania w spokojnej dzielnicy miasta. Zwiedziłyśmy czekoladziarnię i
minimalistyczne centrum handlowe, porobiłyśmy zdjęcia ważnym budynkom i
przekonałyśmy się, jak wielki jest Wrocław (zabawne, dla mnie moje miasto staje
się duże dopiero wtedy, kiedy jestem w jakiejś innej, mniejszej miejscowości).
Kolejnego dnia nie zrażone brzydką pogodą poszłyśmy na plażę, aby w końcu
przywołać do siebie ciepłe promienie słońca. Po kilku dniach szamańskich
wyczynów, niezliczonych partii gry w karty i wiecznego marznięcia doczekałyśmy
się pogody! Biegałyśmy na plażę, następny względnie ciepły dzień spędziłyśmy w
okolicach molo i deptaku. Iwona Pawlovic prowadziła warsztaty taneczne, na
poziomie baaaaaardzo podstawowym, ale dopóki tłum nie stał się bardziej
agresywny, nie deptał i nie bił przy wymachach rękami, to było bardzo
fajnie.
Enejda
My jeździłyśmy na Małej Mi :)
Ja zaczęłam tradycyjnie już - na lonży. Po kilku źle wykonanych ćwiczeniach w stępie przeszłyśmy do kłusa. Już po chwili Marta dała mi wodze do rąk, kazała kilka razy poskręcać, skorygowała błędy i... JEŹDZIŁAM SAMA :) Koń chodził pięknie, słuchał się najdrobniejszej komendy i próbował dzielnie zrozumieć moje nieudolne sygnały jakie dawałam jej łydką :p Marta ochrzaniła mnie, że nie powiedziałam jej, że umiem jeździć, a ja przecież mówiłam, ze jako tako trzymam się na koniu, tylko że znowu miałam długą przerwę, bo ostatnio jeździłam na "dziko" jeszcze w Stanach :)
Profesjonalna sesja zdjęciowa w lumpeksie! Ja ubierałam Anię, Ania Basię, a Basia mnie. Weszłyśmy bo miałyśmy za cel znaleźć fajnie białe spodenki. Ku naszemu zdziwieniu w tym sklepie znalazłyśmy tylko tego typu ciuch, a przecież w takich sklepach można odszukać perełki do naszej garderoby, których nikt oprócz nas nie będzie miał!
Ta drzemka na plaży była przygotowaniem do Włoch, ale o tym później :D
Po mojej minie można wywnioskować, że coś mi brzydko pachnie, ale NIE! Ludzie zasłaniali mi panią Iwonę!
Wakacje coraz częściej chodzą mi po głowie i już nie mogę doczekać się uczucia piasku pod stopami, zapachów morza i słodkiego leniuchowania :-) Prawie że zapomniałam, że w poniedziałek i środę mam egzaminy semestralne (moja szkoła, tak jak amerykańska ma egzaminy i system punktowy). Mogę już Wam zdradzić, że mama zaproponowała mi, żebym wróciła na całe dwa miesiące do Stanów, ale... Ja wybrałam Polskę :) Ostatnio nawet trochę żałowałam, ale nie wiem jak się wszystko ułoży po moim liceum. Ponieważ mam wiele planów, a tylko nieliczne mają w sobie Polskę, wolę się jeszcze nacieszyć ojczyzną. No i nie zapominajcie, że Russ przylatuje na przyszłe wakacje!
Granny poprosiła mnie, żebym namalowała jej nową trójkę piesków. Tutaj macie początek obrazu. Odkąd wróciłam ze Stanów nie malowałam, więc powrót do farb, pędzli i płótna sprawił mi niesamowitą radość :)
W większość śród (ewentualnie w soboty lub wtorki) robię z koleżankami kanapki dla ubogich. Przed świętami zamiast tego robiłyśmy świąteczne ozdoby i pakowałyśmy paczki-niespodzianki.
A tutaj nasze spacerki. Na zdjęciach polska babcia i Amelcia.
Dawno temu, gdy trawa nie była jeszcze wiosennie zielona.
Gdy jeżdżę rowerem, zawsze zabieram swojego psa. Mimi w koszyku - koło muzeum.
Pozdrawiam :)
:) Link 25.04.2011 :: 11:05 Komentuj (0)
Już trochę za późno na życzenia świąteczne, ale... Mam nadzieję, że dzisiaj będziecie mokszy, zanim zdążycie wyschnąć :)
Jak mijają święta? Póki co próbuję ochłonąć po wczorajszych występach w X Factor (znowu oglądam występ Mats'a, nie ważne czy się pomylił czy nie, i tak nie mogę się skupić na niedociągnięciach :-).
Coś mi się popsuło i nie mogę dodawać zdjęć, mam nadzieję, że szybko to nadrobię!
Pep Rally i inne filmiki Link 22.03.2011 :: 23:32 Komentuj (2)
Pep Rally to tylko jeden z wielu elementów przed Homecoming Dance (inne to mecz, przebieranki). W necie znalazłam filmik z tego, kiedy jeszcze ja byłam w Armwood:
Homecoming Pep Rally 2009
A tu z roku 2010. Już na początku widzę znajome twarze i uświadamiam sobie jak bardzo tęsknię! W sobotę spędziłam sporo czasu w sklepie Kuchnie Świata, stojąc przy półce z amerykańskim jedzeniem i przekonując samą siebie, że nie opłaca się wydać 19 zł na wyciskany ser ;)
Jeżeli doczekacie do końca, po krótkich napisach można zobaczyć Miss Lawrence, moją ulubioną nauczycielkę na świecie!
Kto tu zaglądał i czytał to wie, że nie opuściłam ani jednego dnia w szkole. Codziennie w homeroom puszczali nam szkolną stację ATV. Uczniowie sami nakręcali video i uczyli się obsługi sprzętu. Ten filmik pamiętam bardzo dobrze, bo w 39 sekundzie pojawia się kolejna ulubiona nauczycielka, Miss H. (Hrabosky), która dzwoniła tylko po to do moich host rodziców, aby powiedzieć że jest ze mnie dumna i mają mnie poklepać w nagrodę po plecach ^^:
Ten o końcu świata, to jeden z moich ulubionych! Posłuchajcie akcentu chłopaka z końca filmu (błagałam Kandi żeby tak mówiła, uwielbiam słuchać akcent i slang czarnych, chociaż ze slangu nic nie rozumiem) i zobaczcie jak wyluzowani są nauczyciele.
Teraz idę spać, mam nadzieję, że jak wstanę to gardło nie będzie już dokuczać, a katar zniknie z mojego nosa:)
Dżesika :)
Chociaż na dworze ciapa i ciężkie chmury to przez ostatnie dni poczułam powiew wiosny :) Wykorzystuję to możliwie jak najlepiej, spędzając czas na dworze. W niedzielę pojeździłam na rowerze, przez dwa ostatnie dni wychodziłam z psem na długi spacer (dzisiaj znowu jak na nią było za zimno, nasza kruszynka za nic w świecie nie chciałaby być dzisiaj na trawie dłużej niż pięć minut ;-).
Pląsy po szkole.
Mimi to straszny przytulak, mogłabym o niej gadać godzinami. Dzisiaj chcąc być jak najbliżej weszła mi pod koszulkę i usnęła, a teraz kiedy ja leżę na brzuchu, ona położyła się na moich plecach. Aż żal mnie ściska kiedy musi zostać sama w domu na dziesięć godzin. Tak, tak. Jestem przewrażliwiona, bo to tylko pies, ale za to jaki kochany!
Ostatnio wkręciłam się trochę w Oriflame, ale już się powoli wykręcam, bo już wiem że jestem najgorszą konsultantką na świecie :) Niestety, mimo że bym chciała to nie mam na to czasu. W końcu 2 klasa LO to jedna wielka impreza, nie?! Już nie nadążam kiedy kto ma urodziny, a kiedy jest organizowana jakaś domówka.
Warsztaty makijażowe w siedzibie głównej Oriflame z Anią, Madzią, Kasią i jej koleżanką, i co najważniejsze - z moimi dziewczynami z tańców :P
Zakalcowate ciasteczka, które robiłam z Kasią po nocy w akcie desperacji (zabrakło nam słodyczy!). Nie miałyśmy papieru do pieczenia, więc wykorzystałyśmy kartki A4 :)
Już się chwaliłam, że zdałam prawko, ale nie pochwaliłam się, że się strasznie bałam jeździć. Okazało się, że strach ma wielkie oczy, a moje kochane autko daje mi wiele satysfakcji i ułatwia życie, kiedy w całym Wrocławiu pozmieniali organizację ruchu w komunikacji miejskiej. Już od kilku tygodni nie postawiłam nogi w tramwaju, czy autobusie!
Jutro na polskim będziemy oglądać filmy, które sami mieliśmy nakręcić. Tematem przewodnim był Adam Mickiewicz. Nie mogę się doczekać, kiedy przedstawimy nasz, a nie miałam okazji go jeszcze zobaczyć, przez co się stresuję. Miałyśmy babski team, ale naprawdę super się nam współpracowało i może uda mi się go tu dodać, ale jeszcze nic nie obiecuję na 100%.
Na dzisiaj Amen.
Dżesika
Ośmiu Wspaniałych! Link 13.02.2011 :: 16:53 Komentuj (2)
W tym roku moja szkołą organizowała uroczystą galę Ośmiu Wspaniałych. Myślę, że warto dodać tu komentarz profesjonalistów:
Mają od 14 do 19 lat, uczą się we Wrocławiu i są równie twardzi w walce ze złem, jak Siedmiu Wspaniałych z westernu Johna Sturgesa. Tylko jest ich ośmiu i zamiast rewolwerów noszą uśmiech. Pomagają z radością innym, bo są wolontariuszami.
Dziś o godz. 12.30 w XII LO przy pl. Orląt Lwowskich rozpocznie się uroczysta gala samorządowego konkursu nastolatków. Dopiero podczas niej poznamy nazwiska Ośmiu Wspaniałych młodych wrocławian, których zachowanie jury złożone z nauczycieli i urzędników uznało za wzór do naśladowania dla rówieśników. Kandydatów można było zgłaszać z uzasadnieniem do połowy grudnia.
Oprócz Wspaniałej Ósemki (ośmiu wolontariuszy w wieku od 14 do 19 lat) jury wybrało też Wspaniałą Ósemeczkę (uczniowie w wieku od 10 do 13 lat). Z pewnością będą też wyróżnienia w kategorii zgłoszeń indywidualnych i grupowych.
Wrocław w konkursie bierze udział już po raz siedemnasty.
Ja dodaję zdjęcia zrobione przeze mnie. Było pyszne jedzenie (byłam w kateringu, ale nie gotowałam, jedynie roznosiłam, przygotowywałam i sprzątałam po całej zabawie). Uczniowie z mojej szkoły (ale nie tylko) mogli pokazać na co ich stać :) Zdjęcia nie ukazują jak fantastycznie przygotowała się moja szkoła,ani jak ciekawe były pokazy talentów. Trzeba to było zobaczyć na żywo!
Ponieważ na tym zdjęciu widać Alę, nie mogę pominąć Oli! Oto dwie najfajniejsze bliźniaczki jakie znam :) Życzę Wam wszystkiego najlepszego z okazji Waszych urodzin, które są już na koniec ferii!
Ogólnie mój profil był najbardziej zaangażowany w ten projekt. Inni byli np. w szatni, na parkingu lub przypinali naklejki i rozdawali ulotki.
Od góry Ja, Laura i Monika, a na dole Ania, Ania i Marta.
Ania cierpiała (cała reszta zresztą też :-) bo mogłyśmy nosić, wąchać i oglądać, ale nie jeść! Dla nas uczta się zaczęła, kiedy wszyscy goście już sobie poszli i mogłyśmy dojadać ostatki, chociaż my zostawiłyśmy nie tknięte chyba z 10 talerzy!
Tylko kilka z wielu zdjęć pokazów, ale jakość nie jest genialna, więc po prostu więcej nie dodaję.
Chyba każdy wie, że druga klasa liceum to jedna wielka impreza! Ja chodzę na osiemnastki, rzadziej na domówki, ale częściej...na imprezy z mamą :) Wczoraj byłyśmy z mamy znajomymi (chociaż niektórzy, tacy jak Marta to też moi znajomi :-) . Było super! Po raz pierwszy byłyśmy w klubie Eter, muzyka to nie do końca moje klimaty, ale każdy chociaż co jakiś czas mógł znaleźć coś dla siebie. Klub jako miejsce podobał mi się strasznie. Zdjęcia klubu nie są mojego autorstwa.
Na koniec istotka, która nawet teraz skrada moje całusy!
Amelia, spotkanie i b-day party! Link 26.01.2011 :: 21:53 Komentuj (2)
Na początek o czymś innym! Moje kontakty z mamą zawsze były w porządku, ale odkąd wróciłam ze Stanów jest tylko lepiej i lepiej. Wydaje mi się, że ta tęsknota sprawiła, że jeszcze bardziej się doceniamy.
W sobotę miałam bardzo pracowity dzień!
Wstałam z samego rana i pojechałam po kuzyneczkę. Ten kwiatuszek ze zdjęć to Amelcia :) Pozdrowienia dla Ciebie, Madzi i Piotrka! Byłyśmy na lodach, ostrych kurczakach i zrobiłyśmy sobie małą sesję zdjęciową. NIe zabrakło oczywiście Mimi, która już przywykła do zakupów, wypadów do kina, czy restauracji.
Oto efekty naszej ciężkiej pracy :)
Oprócz tego jak wiecie miało się odbyć spotkanie byłych i przyszłych wymieńców. Niestety przyszła tylko jedna osoba plus Kasia pod koniec, ale to lepiej niż nikt :) Dawid miał kilka pytań, skradłam też jedno zdjęcie (nie obrazisz się, że je tu dodam, prawda?!). Ania miała studniówkę, Aga tańce, a jeszcze jedna dziewczyna próbę do poloneza. Paulina zapomniałaś o nas, czy nie znalazłaś nas w tłumie? Przyznam, że nie było łatwo się odnaleźć, czy znaleźć wolny stolik. Spoglądałam na Dawida, a on na mnie, ale w końcu domyśliliśmy się, że to siebie szukamy.
Wieczorem urządziłyśmy sobie maraton filmowy. Lejdis, Epoka Lodowcowa i American Beauty.
A w niedzielę przyjechała do mnie Marta, żeby przygotować się do wieczornej imprezy. Imprezy w noc przed szkołą to zły pomysł! Usnęłam na geografii (pierwszy raz w życiu naprawdę spałam na lekcji!), ale to pewnie dlatego że kończę o 16:05 lekcje! To zbrodnia, a mam tak w poniedziałki i piątki!
Na pierwszym planie Kasia, ale z tyłu widać machającą mnie, Anie, Martę, i odwróconą Basię. To właśnie dzięki nim czuję się świetnie w nowej klasie! Często mi mówią, że zapominają że jestem rok starsza, ja zresztą też nie przejmuję się tym szczegółem. Dzisiaj (szkoda że bez Basi) byłyśmy na zakupach i na deserze u Wedla.
Ja oraz Paulina z bloga hello-ny proponujemy spotkanie byłych wymieńców, oraz osób które marzą o takim wyjeździe we Wrocławiu dnia 22 stycznia w KFC na Świdnickiej (to tylko wstępna propozycja, ewentualne terminy/miejsca/godziny można proponować w komentarzach, ale trudno będzie dobrać datę aby wszystkim idealnie pasowało) o godzinie 15:00. Mam nadzieję, że poinformujecie jak największą liczbę osób i sami pojawicie się w sobotnie popołudnie!
Edit
Przepraszam BARDZO Htsz, ponieważ zdjęcie nie jest mojego autorstwa i należało podać źródło. Jeżeli chcesz, to usunę to zdjęcie, ale mam nadzieję że pozwolisz mi je tu zostawić, ponieważ bardzo mi się podoba. Zdjęcie pochodzi z http://htsz.fotolog.pl/.
Jak powitaliśmy Nowy Rok :) Link 01.01.2011 :: 19:25 Komentuj (3)
Moje podsumowanie roku 2010: było cudownie! Miałam jeszcze kawałek swojej przygody, wróciłam do ukochanego domu, po wyjeździe mam jeszcze lepszy kontakt z mamą, przeżyłam małe zauroczenie, poznałam nowych przyjaciół i odzyskałam starych. Teraz czekam na nowe przygody i z nadzieją spoglądam w przyszłość. Kocham Życie! :)
Moja rodzina goszcząca nie obchodzi hucznie Sylwestra, dlatego rok temu byłam w Bush Gardens (w tym roku zostali w domu, zrobili grilla i czekali do północy na fajerwerki). W tym roku, tak jak dwa lata temu urządziłam domówkę, i chociaż teraz zbieram się do sprzątania, i tak uważam że było warto :)
Było dużo ludzi, którzy nawet się nie znali, ale już koło północy przełamaliśmy ostatnie lody i graliśmy w mafię, kalambury, karaoke, czy o piątej nad ranem w grę terenową na moim podwórku.
Zdjęcia wykonane przez Pawła (Thanks for that!).
Mimusia narozrabiała - trzeba ją było pilnować żeby nie dojadała ze stołu, szczekała kiedy klaskaliśmy w czasie gier (spała, ktoś powiedział coś zabawnego i zrobiło się zamieszanie, przerażona podskoczyła i wszystkich obszczekała ;- ), ale i tak skradła serca dziewczynom (chociaż Krzysiek też lubił się z nią pobawić). Nie opuszczała nas na krok!
Konkurs "nadmuchaj balona". NIKOMU nie udało się nadmuchać balona, ponieważ było to po prostu niemożliwe! Basia była sędzią, powiedziała "Trzy, dwa, jeden! Start!" na co wszyscy zamiast dmuchać zaczęli się śmiać. Było przezabawnie.
Ania i Aga.
Ewa i Basia.
Na leżąco - Julek, przechylona Ania, uśmiechnięty Krzysiek, ja z Mimusią w torbie, Kasia. W ostatnim rzędzie od lewej Basia, Ewa i Aga.
To zdjęcie robiłam akurat ja i dziwiłam się że nie obejmuję moich wszystkich gości, okazało się że trzej nowi panowie po lewej to nieznani mi mieszkańcy mojego osiedla, ale o północy za nic nie mogłam do tego dojść. Ten "gość" w czarnym płaszczu to właśnie Paweł.
Dla osób które lecą do USA (o ile KTOKOLWIEK taki to czyta) to wiem, że boicie się czy Wasza przyjaźń wytrzyma taką odległość. PRAWDZIWA przyjaźń TAK! To moja kochana Kasia, z którą przyjaźnię się "od macicy", bo chociaż jestem 2 lata starsza, to nasze mamy przyjaźniły się jeszcze w podstawówce, i znamy się od zawsze.
Po fajerwerkach i szampanie wróciliśmy do domu.
O piątej nad ranem wyszliśmy na dwór i graliśmy w sardynki. Gra terenowa, gdzie jedna osoba się chowa, a pozostałe zaczynają szukać. Jeżeli ktoś odnalazł osobę chowającą się to dołączał się do niej i czekał aż reszta ich znajdzie. Gra toczy się aż będzie tylko jedna osoba szukająca :)
Ania, która w ogóle nie spała, bo wolała oglądać z Ewą i Anią "Alicję w Krainie Czarów" :)
W pewnym momencie popatrzyłam na zegarek, i otworzyłam rolety. Wielkim zaskoczeniem dla wszystkich był fakt, że było jasno :D .
Życzę wszystkim dużo zdrowia, szczęścia i radości. Aby nowy rok był równie dobry, bądź nawet lepszy niż poprzedni. Zdradzę, że jeżeli moje plany powiodą się, to po liceum naprawdę reaktywuje tego bloga, bo szykuje się kolejna przygoda, ale więcej nie zdradzę i raczej nie ma to nic wspólnego ze Stanami - a póki co od czasu do czasu dodam jakąś notkę, bo pisanie tutaj sprawia mi ogromną radość, próbowałam już przestać, ale jak widać nie mogę!
W tym tygodniu dostanę moje autko, we wtorek idę do kościoła robić kanapki dla potrzebujących, a w poniedziałek z uśmiechem na ustach wrócę do szkoły, i cierpliwie doczekam do Trzech Króli.
Pozdrawiam i ostatni raz życzę wszystkim Happy New Year!
UWAGA REMONT! Poprawiam notki - dodaję polskie znaki i małe co nieco :)
Blog ten opisuje 10 miesięcy życia na wymianie w USA oraz to co nastąpiło potem.