Rok szkolny w USA
Link 23.12.2011 :: 02:43 Komentuj (1)
Czerwiec- lipiec :)
Link 26.09.2011 :: 21:35 Komentuj (2)
Nie wspomnę ile już razy chciałam napisać tą notkę, ale
lenistwo brało górę. Przepraszam wszystkich, którzy czytają, w tym
najwierniejszą fankę – kochaną ciocię Anię :) .
Okres wakacji był burzliwy, bo choć wyjazdy były tylko w
trzy miejsca, to wszystkie spędzone były bardzo intensywnie i w miłym
towarzystwie. W najpiękniejszych chwilach często nie miałam przy sobie aparatu,
ale to w końcu mój pamiętnik, więc nie odmówię sobie drobnych historyjek czy
przemyśleń na niektóre tematy, a zwłaszcza
na jeden – Włoch. Ale to w kolejnej notce, bo opiszę wszystko
chronologicznie i w dwóch częściach.
Zacznę jeszcze od czerwca. Jedenastego, moja jedna z
najbliższych koleżanek z klasy obchodziła urodziny. Należy im się opisanie, bo
były zrobione z sercem. Przeciętna osiemnastka w klubie ma to do siebie, że
ludzie kupują marne prezenty, nie do końca wiadomo, kto ma urodziny, w poniedziałki chodzi się nie wyspanym, bo
przecież 99% z nich jest z niedzieli na poniedziałek, a kończą się w godzinach
rannych. Solenizant wykosztuje się na
zorganizowanie lokalu, a następnego dnia połowa ludzi siedzi na kacu i
zastanawia się jak wróciła do domu (wiem, moja ocena jest subiektywna i krzywdząca,
bo byłam też na jednej imprezie, gdzie było naprawdę super – „szacun” Ala i
Ola).
Wszystko oczywiście działo się w biegu, ja i Marta
pobiegłyśmy po prezent do Magnolii, jeszcze przed czasem zapukałyśmy do drzwi
Basieńki. Jako pierwsze nieśmiało witałyśmy się z siostrą B. – Agą i ich wspólną
przyjaciółką – Beatą. Szybko dołączyły do nas dwie Anie i już byłyśmy w
komplecie. Małe, ale dobrze zgrane, lub szybko zgrywające się towarzystwo.
Pyszne jedzenie. Tort, nad którym mama solenizantki spędziła kilka godzin (tak
przynajmniej smakował i wyglądał).
Aga, Beata, ja, Marta, Ania, Basia.
Agnieszka, Beata, zdegustowana Marta i trzy wariatki: Ania, Dżesika i Ania. Miały być głupie miny, to są :P
Potem przyszedł upragniony koniec roku szkolnego. Wszyscy
jesteśmy oficjalnie 3d – nikt się nie wykluczył, i znowu jestem przewodniczącą
klasy, ale „awansowałam”, bo z przymusowego stałam się prawie dobrowolnym, a
wyglądało to mniej więcej tak:
Wychowawczyni:
Kto chce być w trójce klasowej?
Cisza, każdy
patrzy na ławkę. Nikt nie chce być zauważony.
Wychowawczyni:
No dalej, ludzie! Kto chce być w trójce klasowej?
Wciąż nikt
się nie odzywa, a u nas to rzadkość. Ja
przypominam sobie jaką fajną książkę dostałam na koniec poprzedniego roku za
sprawowanie tej funkcji, przydała by się jeszcze jedna. Może do kompletu
serii…?
Wychowawczyni:
Nie chcecie po dobroci, to wybiorę siłą, zaraz kogoś znajdziemy.
Dżesika:
Jeżeli pani i klasa się zgodzi to mogę być w trójce klasowej.
Przyjęli moją propozycję głośnym tak, Ania się zgłosiła na
zastępcę, co zostało przyjęte jeszcze bardziej pozytywnie, a po krótkim SMS-ie
okazało się, że Marta może być skarbnikiem. Władza w naszej klasie jest w
babskich rękach :-)
No ale miało być chronologicznie, a ja już opisałam
pierwszego września. Powróćmy do wakacji. Tak naprawdę były bardzo samodzielne,
tylko trzy dni spędziłam na wyjeździe z mamą, a resztę rządziłam się sama. Z
początku lipca nasz babski team wybrał się do Kołobrzegu. Marta opiekuje się
tam swoim ukochanym koniem, Enejdą, przez co spędza tam cały swój wolny czas od
szkoły. Pogoda wyjątkowo nie dopisała, ciągle padało i było zimno chyba tylko z
dwoma wyjątkami, ale mając takie towarzystwo nie można się nudzić. Pierwszego
dnia urządziłyśmy sobie zabawę w berka na plaży, przez co Martę rozłożyło,
zjadłyśmy też fajną rybę i ogarnęłyśmy
dojazd do miasta. Już następnego dnia spotkałyśmy się wszystkie na rynku – Marta mieszkała w wiosce obok, ja, Basia i
Ania w spokojnej dzielnicy miasta. Zwiedziłyśmy czekoladziarnię i
minimalistyczne centrum handlowe, porobiłyśmy zdjęcia ważnym budynkom i
przekonałyśmy się, jak wielki jest Wrocław (zabawne, dla mnie moje miasto staje
się duże dopiero wtedy, kiedy jestem w jakiejś innej, mniejszej miejscowości).
Kolejnego dnia nie zrażone brzydką pogodą poszłyśmy na plażę, aby w końcu
przywołać do siebie ciepłe promienie słońca. Po kilku dniach szamańskich
wyczynów, niezliczonych partii gry w karty i wiecznego marznięcia doczekałyśmy
się pogody! Biegałyśmy na plażę, następny względnie ciepły dzień spędziłyśmy w
okolicach molo i deptaku. Iwona Pawlovic prowadziła warsztaty taneczne, na
poziomie baaaaaardzo podstawowym, ale dopóki tłum nie stał się bardziej
agresywny, nie deptał i nie bił przy wymachach rękami, to było bardzo
fajnie.
Enejda
My jeździłyśmy na Małej Mi :)
Ja zaczęłam tradycyjnie już - na lonży. Po kilku źle wykonanych ćwiczeniach w stępie przeszłyśmy do kłusa. Już po chwili Marta dała mi wodze do rąk, kazała kilka razy poskręcać, skorygowała błędy i... JEŹDZIŁAM SAMA :) Koń chodził pięknie, słuchał się najdrobniejszej komendy i próbował dzielnie zrozumieć moje nieudolne sygnały jakie dawałam jej łydką :p Marta ochrzaniła mnie, że nie powiedziałam jej, że umiem jeździć, a ja przecież mówiłam, ze jako tako trzymam się na koniu, tylko że znowu miałam długą przerwę, bo ostatnio jeździłam na "dziko" jeszcze w Stanach :)
Profesjonalna sesja zdjęciowa w lumpeksie! Ja ubierałam Anię, Ania Basię, a Basia mnie. Weszłyśmy bo miałyśmy za cel znaleźć fajnie białe spodenki. Ku naszemu zdziwieniu w tym sklepie znalazłyśmy tylko tego typu ciuch, a przecież w takich sklepach można odszukać perełki do naszej garderoby, których nikt oprócz nas nie będzie miał!

Ta drzemka na plaży była przygotowaniem do Włoch, ale o tym później :D
Po mojej minie można wywnioskować, że coś mi brzydko pachnie, ale NIE! Ludzie zasłaniali mi panią Iwonę!
Ciao!
Co nowego :)
Link 21.05.2011 :: 22:09 Komentuj (2)

:)
Link 25.04.2011 :: 11:05 Komentuj (0)
Już trochę za późno na życzenia świąteczne, ale... Mam nadzieję, że dzisiaj będziecie mokszy, zanim zdążycie wyschnąć :)
Pep Rally i inne filmiki
Link 22.03.2011 :: 23:32 Komentuj (2)
Pep Rally to tylko jeden z wielu elementów przed Homecoming Dance (inne to mecz, przebieranki). W necie znalazłam filmik z tego, kiedy jeszcze ja byłam w Armwood:
Homecoming Pep Rally 2009
A tu z roku 2010. Już na początku widzę znajome twarze i uświadamiam sobie jak bardzo tęsknię! W sobotę spędziłam sporo czasu w sklepie Kuchnie Świata, stojąc przy półce z amerykańskim jedzeniem i przekonując samą siebie, że nie opłaca się wydać 19 zł na wyciskany ser ;)
Jeżeli doczekacie do końca, po krótkich napisach można zobaczyć Miss Lawrence, moją ulubioną nauczycielkę na świecie!
Kto tu zaglądał i czytał to wie, że nie opuściłam ani jednego dnia w szkole. Codziennie w homeroom puszczali nam szkolną stację ATV. Uczniowie sami nakręcali video i uczyli się obsługi sprzętu. Ten filmik pamiętam bardzo dobrze, bo w 39 sekundzie pojawia się kolejna ulubiona nauczycielka, Miss H. (Hrabosky), która dzwoniła tylko po to do moich host rodziców, aby powiedzieć że jest ze mnie dumna i mają mnie poklepać w nagrodę po plecach ^^:
Ten o końcu świata, to jeden z moich ulubionych! Posłuchajcie akcentu chłopaka z końca filmu (błagałam Kandi żeby tak mówiła, uwielbiam słuchać akcent i slang czarnych, chociaż ze slangu nic nie rozumiem) i zobaczcie jak wyluzowani są nauczyciele.
Teraz idę spać, mam nadzieję, że jak wstanę to gardło nie będzie już dokuczać, a katar zniknie z mojego nosa:)
Dżesika :)
Wiosennie mi!
Link 16.03.2011 :: 22:33 Komentuj (1)
Ośmiu Wspaniałych!
Link 13.02.2011 :: 16:53 Komentuj (2)
W tym roku moja szkołą organizowała uroczystą galę Ośmiu Wspaniałych. Myślę, że warto dodać tu komentarz profesjonalistów:
Mają od 14 do 19 lat, uczą się we Wrocławiu i są równie twardzi w walce ze złem, jak Siedmiu Wspaniałych z westernu Johna Sturgesa. Tylko jest ich ośmiu i zamiast rewolwerów noszą uśmiech. Pomagają z radością innym, bo są wolontariuszami.
Oprócz Wspaniałej Ósemki (ośmiu wolontariuszy w wieku od 14 do 19 lat) jury wybrało też Wspaniałą Ósemeczkę (uczniowie w wieku od 10 do 13 lat). Z pewnością będą też wyróżnienia w kategorii zgłoszeń indywidualnych i grupowych.
Wrocław w konkursie bierze udział już po raz siedemnasty.
Amelia, spotkanie i b-day party!
Link 26.01.2011 :: 21:53 Komentuj (2)
Na początek o czymś innym! Moje kontakty z mamą zawsze były w porządku, ale odkąd wróciłam ze Stanów jest tylko lepiej i lepiej. Wydaje mi się, że ta tęsknota sprawiła, że jeszcze bardziej się doceniamy.

WrocLOVE 22.01.2011
Link 12.01.2011 :: 22:54 Komentuj (4)
Ja oraz Paulina z bloga hello-ny proponujemy spotkanie byłych wymieńców, oraz osób które marzą o takim wyjeździe we Wrocławiu dnia 22 stycznia w KFC na Świdnickiej (to tylko wstępna propozycja, ewentualne terminy/miejsca/godziny można proponować w komentarzach, ale trudno będzie dobrać datę aby wszystkim idealnie pasowało) o godzinie 15:00. Mam nadzieję, że poinformujecie jak największą liczbę osób i sami pojawicie się w sobotnie popołudnie!
Edit
Przepraszam BARDZO Htsz, ponieważ zdjęcie nie jest mojego autorstwa i należało podać źródło. Jeżeli chcesz, to usunę to zdjęcie, ale mam nadzieję że pozwolisz mi je tu zostawić, ponieważ bardzo mi się podoba. Zdjęcie pochodzi z http://htsz.fotolog.pl/.
Jak powitaliśmy Nowy Rok :)
Link 01.01.2011 :: 19:25 Komentuj (3)
Wesołych Świąt!
Link 24.12.2010 :: 13:51 Komentuj (3)
Życzę wszystkim i każdemu z osobna, aby te Święta, nie ważne czy blisko czy daleko od domu, były cudowne, pełne ciepła i świątecznej atmosfery!
Link 17.11.2010 :: 00:25 Komentuj (1)
Witam ponownie, mimo że już pożegnałam się z blogiem u mnie dzieje się
tak wiele, że nie mogłam się powstrzymać i musiałam dodać tą notkę :)
Po pierwsze… dzisiaj zdałam prawo jazdy! Cieszę się strasznie,
zwłaszcza że za pierwszym razem się nie udało, ale już za drugim było znacznie
lepiej :D . Uwaga kierowcy, nadchodzę! Dzięki temu dokumentowi będę w końcu
mogła jeździć konno i powrócić do tańca! Moja radość nie zna granic!
Już jakiś czas temu, bo około dwa tygodnie temu ukazał się o mnie artykuł
w „Super Ekspresie”. Fotograf zrobił mi zdjęcie, a dziennikarka przeprowadziła
ze mną krótki wywiad przez telefon. Chodziło o moje imię, tekst dotyczył tych
najpopularniejszych i najrzadszych :) . Dowiedziałam się że „mała Dżesika od
zawsze wiedziała że jest wyjątkowa”. Może ukazano mnie w trochę próżnym
świetle, bo ja raczej nie powiedziałabym o sobie w taki sposób. Powiedziałabym
raczej, ze przygoda którą przeżyłam w
Stanach była wyjątkowa, że mam wyjątkowe szczęście (odpukać w niemalowane!) w
ostatnich tygodniach, że wyjątkowe rzeczy dzieją się w moim życiu, ale nie
opisałabym tak samej siebie ^^.
W szkole wszystko się układa, nie mogłam trafić na lepszą klasę! Czuję
się dobrze i swobodnie, często spotykam osoby ze starej klasy i współczuję im
tegorocznego egzaminu maturalnego.
Nadrobiłam też trochę wakacji, i byłam tydzień w Turcji. Dnie spędzone
w Side nie mogły być wspanialsze, ani nie mogłam spotkać tam cudowniejszych
ludzi. Udało mi się nawet zauroczyć ;) Dodaję zdjęcia. Mam nadzieję że tak jak
mi pogoda nie umie popsuć Wam nastroju, cieszycie się ze zbliżających się świąt
i Mikołajów wkraczających poprzez reklamy i centra handlowe do naszego życia.
PS. Tak, ciągle mam kontakt z Amerykanami, zarówno przyjaciółmi jak i
host rodziną :) Bardzo za nimi tęsknię i wiem, że jeżeli nie w te, to na pewno następne
wakacje spędzam na Florydzie (teraz bardziej mnie ciągnie do ojczyzny taty –
Turcji, niż na zachód).
Co do pytań, chętnie na nie odpowiadam, ale proszę nie pytać się o
rzeczy typu: jakie oceny potrzebuję? Jakie są biura i fundacje? Niektóre
odpowiedzi są już na blogu, inne tak jak na przykład sprawa ocen wykraczają po
za moje kompetencje i naprawdę nie wiem, jakie są wymogi. Takie sprawy
poszukajcie w sieci, bo jest tego MASA. Internet to przecież skarbnica wiedzy!
Pożegnanie z blogiem.
Link 01.09.2010 :: 21:44 Komentuj (4)
Postanowiłam, że nadszedł czas na zakończenie bloga. Mój pobyt w Stanach dobiegł końca, tak samo jak wakacje, więc również przyszedł czas na bloga.
Najpierw jednak opiszę co u mnie (moje małe przyzwyczajenia :-). 2 sierpnia rozpoczęłam kurs na prawo jazdy, co wywróciło moje życie do góry nogami, pochłonęło wszelki wolny czas pomiędzy nauką do egzaminów na zmianę profilu (dostałam się do biol-chemu), i uniemożliwiło wszelkie wyjazdy - oto powody dlaczego nic się tu nie dzieje ^^.
Dziś poznałam moją nową klasę, wrażenie ogólne jest bardzo pozytywne, mam nadzieję że się utrzymają.
Kilka dni temu miałam 18 urodziny, które spędziłam z najbliższą rodziną i przyjaciółmi. Ten dzień dzień był naprawdę udany, tylko wymazałabym koszmarną pogodę, przez którą musiałam uciekać z koncertu już po 2 godzinach (zmokłam jak kura i szczękałam zębami).







Życzę wszystkim spełnienia marzeń!
MIelno 2010
Link 22.07.2010 :: 14:58 Komentuj (5)
Minęły
kolejne tygodnie wakacji. Czuję się wypoczęta i mam wrażenie, że nie ma rzeczy
niemożliwych! Dzisiaj nad ranem wróciłam z Mielna, gdzie pojechałam na dwa
tygodnie z ciocią Alą i kuzynem Mikaelem.
Już pierwszego dnia (po całonocnej
podróży) poszliśmy na miasto i? Ciocia mnie wrobiła w karaoke! Musicie
wiedzieć, że głos mam delikatnie mówiąc nie ciekawy? Zaśpiewałam Agnieszkę i
chociaż byłam zestresowana, wyszło jak
wyszło, była fajna zabawa :) . Pogoda dopisywała, więc prawie codziennie
chodziliśmy na plaże. Po Oceanie potrzebowałam aż trzech dni, żeby przyzwyczaić
się do temperatury naszego polskiego morza. Pierwszego dnia moczyłam nogi, drugiego
weszłam do pasa, a trzeciego wskoczyłam na sekundę do ramion, a dopiero
czwartego dnia popływałam. Czas leciał głównie na wypoczywaniu ^__^ .
Oprócz tego przez trzy dni w Mielnie
odbywał się Festiwal Indii. Można było poznać kulturę Dalekiego Wschodu, poprzez
próbowanie wegetariańskiego tradycjonalnego jedzenia, poznawania sztuki jogi,
słuchania wykładów o filozofii, czy
poznawaniu mody. Bardzo podobały mi się przedstawienia, opisujące historie
rodem z Indii, czy pokazy magiczne.
Pierwszy dzień na
plaży.
Z Mikaelem nad
jeziorem Jamno.
Festiwal Indii.
W wypożyczonym sari.
Z ciocią Alą.
PS. Tradycyjnie coś się kiełbasi z wyglądem notki i przerwami pomiędzy zdjęciami...
3 tygodnie w domu.
Link 04.07.2010 :: 16:22 Komentuj (3)
Jestem już trzy tygodnie w domu :). Dużo się dzieje, nie nudzę się i
właściwie dni przelatują mi pomiędzy palcami. Ciągle wychodzę na
miasto, spotykam się i przyjaciółmi i spędzam dużo czasu w rodzinie.
Jak już Wam mówiłam, w czasie wakacji zamierzam zrobić prawo jazdy.
To niestety przekreśla moje CAŁE WAKACYJNE PLANY! Najbardziej żałuję,
że nie wiem, czy mi się uda pojechać z przyjaciółką do Bakaladii,
magicznego miejsca, gdzie nie mogę dojechać już od dwóch lat!
Już dawno obiecałam, ze opiszę otwartość Amerykanów. Pierwsza
kwestia to homoseksualiści. Trafiłam do bardzo otwartej szkoły! Pamiętam
rozmowę z koleżanką na plastyce. Kayla powiedziała: 'W innych szkołach
jak ludzie wiedzą, że ktoś jest gejem to malują mu szafki, są wredni i
nie dają żyć. Ludzie się kryją i nie ujawniają. W Armwood jest bardziej:
"Jestem gejem" a na to odpowiedź "O, ja też!", więc nie ma się czym
przejmować'. Nie wiem, cy to naprawdę tylko Armwood, ale jadąc na
Florydę czy do innych Stanów trzeba być otwartym, i przywyknąć do myśli,
że spotka się różnych ludzi! Czarni, Meksykanie i wszelkie inne
mieszanki narodowe! Właśnie to mnie zachwycało, otwartość na drugiego
człowieka i akceptowanie go!
Oprócz tego, choć chyba już się powoli przyzwyczajam, czasem mnie
coś trafia na polskich drogach! Zapomniałam już, co to znaczy stać w
korku, podskakiwać na każdej dziurze i zatrzymywać się na każdym
czerwonym. To takie dobijające! Drogi w Stanach są olbrzymie, pewnie
dlatego, ze muszą pomieścić te wszystkie ciężarówki, ale to naprawdę
przykre, jak pod tym względem jesteśmy zacofani.
Jeżeli mam skrytykować coś amerykańskiego, to na pewno jedzenie.
Odkąd przyjechałam, nie miałam ustach hamburgera czy frytek. Jem tyle
warzyw ile tylko mogę zmieścić, piję kefiry i inne polskie rarytasy :-)
Najbardziej odpowiada mi oczywiście zupa babci, schabowy czy młode
ziemniaczki, na które jest akurat sezon.
A teraz zdjęcia z Polski.
Wypad nad jezioro z Kasią i przyjaciółmi mamy.

Oliwka :)

Z moją Kwasią (ta jedna słuszna Kasia :* ) (Granny thank You, I enjoyed
my time with Kasia, thinking of You , because of the "kissing cards"!)

Kilka dni temu byłam z Kasią, jej chłopakiem - Julkiem i jego tatą we
Wrocławskim ZOO. Dzięki tacie Julka tak naprawdę po raz pierwszy byłam
tam oglądając okazy, czytając o nich informacje i "czerpiąc coś z tego".

Z Kasią ^^

Julek.


Wczorajszy wypad na miasto.



Mamusia :-)

Nie całe sześć miesięcy, a już uzależniona od kawy ^^
No i jeszcze odgrzebałam zdjęcia z przed 10 miesięcy, pożegnalny wypad na kręgle.


A i tak wygrała mama :)


Tany tany!
Życzę wszystkim udanych wakacji!!!








































































































































































