Image and video hosting by TinyPic
Rozważania i opis świąt!
Link 05.01.2010 :: 00:55 Komentuj (12)

Wydaje mi się, że bardzo Was zaskoczę, ale poważnie zastanawiam się nad wcześniejszym powrotem do Polski. To nie jest tak, że nie daję rady, ale warto spojrzeć prawdzie w oczy. Nie pasuję tutaj. Stany mnie rozczarowały, nie widzę tego przepychu, który widzi się na filmach. Nie czuję się słaba. Chcę być po prostu w miejscu, gdzie czuję się dobrze i swobodnie. Decyzja jednak jeszcze nie zapadła. Nie chciałabym wracać w tym roku do LO, bo wiem że nie nadrobię takich strat. Wątpię też, czy moja szkoła zgodzi się na niedokończony rok szkolny. Żałuję też, że nie mogłabym kształcić języka angielskiego tak szybko i brakowałoby mi kilku ludzi :( . 

Ale właśnie mam za sobą najgorsze święta w swoim życiu (w wigilię indyk, a w pierwszy dzień świąt patrzyłam jak PSY otwierają jako PIERWSZE ich prezenty). Nie wiem co robić. Tęsknota jest, ale nie doskwiera mi już właściwie, ponieważ przyzwyczaiłam się już do tego uczucia. Póki co mam w planie zdać egzaminy kończące semestr, które są już za tydzień. Na Wielkanoc naprawdę chciałabym być już w domu, ale wiem, że jeżeli nie teraz, to za rok :) Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie.

PS.

I co ja mam teraz zrobić?!


EDIT 3.03.2012

Właśnie się zorientowałam, że nie opisałam świąt, które spędziłam w Stanach! Czytając i poprawiając powyższą notkę, stwierdzam, że sama nie wiem o co mi wtedy chodziło :) Chyba już o tym wspominałam, ale czym dalej od mojego wyjazdu, tym gorzej pamiętam złe rzeczy. Teraz zostały tylko dobre wspomnienia i tęsknota. Tak, tak. Kiedyś tęskniłam za Polska, a teraz tęsknię za Ameryką. I komu uda się za mną nadążyć?! Nie dodałam zdjęć, bo chyba byłam zbyt zajęta użalaniem się nad samą sobą, a dodatkowo grudzień to miesiąc, kiedy najbardziej zaczęłam tyć, ale teraz chyba się już z tym pogodziłam :-) 

24.12.2009

25.12.2009

W restauracji...

Najprzyjemniej było w domu syna moich host rodziców, na którego mówimy Big Russ :)



:)
Link 06.01.2010 :: 00:13 Komentuj (7)

Oj, już wiem co trzeba napisać, żeby dostać tyyyyyle komentarzy! Wróciłam do szkoły i znowu wszystko zaczyna się układać! Dzisiaj rozmawiałam z Jessicą i nie chcę zapeszać, ale może będę mieć nową rodzinę! Nie wiem jeszcze, jaki mam dokładnie podać powód dla mojego koordynatora, no i nie wiem jak mam im to powiedzieć (rodzinie). Główny mój problem to psy, ale jeżeli mam ich PRZYGOTOWAĆ na zmianę, to nie mogę podać tego problemu, bo mnie wyrzucą jeszcze dzisiaj. Może powiem, że chciałabym zamieszkać w bardziej tradycyjnej rodzinie, a może powiem, że mój przybrany brat próbował mnie pocałować o północy w Nowy Rok na tle fajerwerk… Podkreślam słowo PRÓBOWAŁ. Nie dam się! Kiedy powiedziałam dziewczynom, że myślę nad powrotem Jessica od razu zaproponowała mi, żebym się do niej przeprowadziła.   Jej rodzice jeszcze przed jej narodzinami mieli chłopaka z Francji, więc trzymajcie kciuki!


Co do problemów z rodziną:


1)      Psy – Russel musiał przepraszać Chinkę, bo wydawało mu się, że się zsikała. Na dodatek one naprawdę nieprzyjemnie pachną (Mandy to już po prostu cuchnie XD), a ja jeszcze kilka lat temu miałam chorobę lokomocyjną, więc po jeździe w samochodzie jestem wykończona. Na dodatek Mandy „siedzi przy mnie przy stole”. Na podłodze, bo na podłodze, ale ciągle świetnie ją czuję!


2)      Przybrana „mama” potrafi być wredna. Ale trafił swój na swego, bo mimo że jestem zazwyczaj miła, to umiem pokazać Różki. Kiedy w weekendy budzi mnie stukaniem, pukaniem, szuraniem, głośnym gadaniem, bądź powodowaniem że psy szczekają (gdzie normalne: Dżesika wstawaj w ogóle by mi nie przeszkadzało, albo przynajmniej bym zniosła), nawet jeżeli wstanę o 8:00, to leżę w łóżku i udaję że śpię do 9:30. Wiem, że robi to złośliwie. Już ją trochę poznałam. Na dodatek wyciągnęłam z Russa, ze nie lubi jak za długo siedzę w łazience, za długo śpię, za dużo siedzę na komputerze i za często kontaktuję się z Polską (widzicie jak często pisze na blogu…), a kiedy babcia i ciocia zadzwoniły w Nowy Rok złożyć życzenia, zobaczyłam jak robi miny. Dlaczego MI tego nie powie, tylko obgaduje? Nie odezwałbym się ani słowem, a po prostu zmieniła, bo przecież jestem wdzięczna, że dzięki nim tu jestem.


3)      Russel, ale to już pozostawiam Waszej wyobraźni!


A teraz zdjęcia, jeszcze sprzed świąt, bo muszę nadrobić zaległości! Jak widzicie nie dzieje mi się krzywda, a powrót to była chwilowa zachcianka (która regularnie powraca co kilka tygodni, ale co tam, zaczynam się już chyba przyzwyczajać!).


Ozdobione światełkami domy.









Wycieczka łodzią po okolicach Tampy!



Mimo mrozu, próbowałam się troszeczkę opalić :)





Uniwersytet




Pozdrawiam i dzieki za wsparcie!




Link 11.01.2010 :: 02:49 Komentuj (4)

Najpierw radosna nowina! Many wpadła dwa dni temu wieczorem do basenu i już tak strasznie nie śmierdzi! Granny opowiedziała mi, że Pow wziął ją wieczorem na spacer i nie zauważył jak weszła do basenu (ona jest już chyba ślepa…). No więc Granny powiedziała mu „życzę tobie, aby jak będziesz stary, ktoś ciebie wrzucił do basenu”. Nie wydaje mi się, że Mandy ktoś wrzucił, na dodatek moja nauczycielka sportów drużynowych (która nawet zapytała się kobiety u której mieszka, czy ja bym się mogła wprowadzić! Rozmawiam zawsze z nią, Cristiną, Alexis i „małym chłopczykiem” który się oburza na to przezwisko, bo wcale nie jest taki mały, ale właścicielka mieszkania powiedziała że nie, a szkoda. Ta nauczycielka jest chyba lesbijką, ale jak tu się mówi „It’s not a big Deal”. Ja tam ją po prostu uwielbiam!) mówi, że dziewczyna (Mandy) sama już nie wytrzymała smrodu i postanowiła się wykąpać. Zapytałam jeszcze Granny, czy potem ją wykąpała, ale  Granny powiedziała że ta rasa nie potrzebuje, więc Mandy miała tylko dwa prysznice i jedną lekcję pływania w CAŁYM swoim życiu. Czy teraz już wiecie co czuje mój nos?


No dobra, a teraz odpowiedzi na pytania z ostatnich trzech notek (chociaż w sumie nie ma ich tak dużo) :)


1)      Po pierwsze nie z „moim” Russelem! Nawet w cudzysłowiu! Nie wiem, jak napisać co z nim jest nie tak. Po prostu jak się z kimś mieszka, to cała magia pryska. Denerwuje mnie w sposób w jaki chodzi (garbi się i nie rusza rękami, przez co wygląda jak niepewny siebie robot). Ciągle mi się stara udowodnić jaki jest dorosły, a jak tu śpi, to jego babcia przykrywa go kołdrą i gasi światło. Pamiętacie jak pisałam, ze gra na gitarze? Nauczył się w ciągu pięciu miesięcy dwóch melodii i ciągle się myli w tym samym miejscu w starych  utworach. Podsumowując, jak już zamieszkacie z chłopakiem, zacznie wam działać na nerwy (albo będziecie strasznie zakochane i dopiero potem zacznie wam działać na nerwy, ale w końcu zacznie). PS. Zamieniam się w feministkę.


2)      Moją średnią się nie pochwalę, bo nie ma czym. Nie popisałam się w zeszłym roku i taka sytuacja już się nie powtórzy. Nauczyłam się w tym roku, że systematyczność którą zatraciłam w gimnazjum, a zapomniałam o jej znaczeniu w liceum, to podstawa. Na pocieszenie tych, co boją się o średnią z liceum a są dopiero w pierwszej klasie i już zgłaszają wyjazd, nie macie się co obawiać. Nie wiem jak w innych biurach, ale w Perfekcie potrzebowałam świadectwa z ostatnich trzech lat, czyli z gimnazjum, a tam minimalnym wysiłkiem w najgorszym wypadku miałam 5,0.


 


Co jeszcze? We wtorek zaczynają mi się egzaminy, więc trzymajcie kciuki. W ubiegłym tygodniu i w ciągu weekendu zrobiłam 94 zadania z matematyki, 74 z chemii, regułki z historii i angielskiego, obrazy, techniki wyrobów z gliny, no i w końcu zasady gry w sporty drużynowe. Czasem mam wrażenie, ze moja głowa paruje, a w ciągu tego tygodnia dalej będę powtarzać, bo egzaminy trwają do końca tygodnia (idę do szkoły tylko na egzaminy, potem już o 12, a w środę o 10 jestem w domu i wracam do nauki). Jutro jeszcze normalny dzień w szkole i ostatnie wskazówki od nauczycieli. W weekend jadę spać do koleżanki – Jessiki, jak już zresztą można było wyczytać z komentarzy.


Dzisiaj byłam z Granny w kinie i na małych zakupach. Kupiłam kilka walentynkowych drobiazgów dla samej siebie na poprawę humoru (serduszka, ptaszki i kwiatuszki, które można przyklejać na ozdobę dosłownie wszędzie, np. telefon, ITouch,  kosmetyczkę. Oprócz tego różany krem do rąk i „z miłości do butów” „podtrzymywacz” na zdjęcia. Nie wiem jak to się nazywa, ale wygląda to jak dwa buty z zawijanym drucikiem na zdjęcia. Byłyśmy na „Did you hear about the Morgans?”. Miła, nieskomplikowana historia. Polecam, jeżeli chcecie obejrzeć jakąś pocieszną komedię romantyczną, chodź osobiście czekam na „Dear John” na podstawie książki Nicolasa Sparksa. Jeżeli macie pytania/życzenia na cokolwiek, co mogłabym tu opisać – to pytajcie śmiało.


No i zdjęcia.


Mialy byc zdecia ze swiat i Disey Wrld'u, ale nie edie, o omputr sie zacina! :/



Weekend with Jessica!
Link 18.01.2010 :: 02:24 Komentuj (3)

Na poczatku przepraszam, za brak polskich liter i moja ortografie ^^. Jak niektorzy wiedza, weekend spedzilam u Jessiki i bylo super! Zacznijmy od poczatku. U nas juz ladna pogoda, mimo ze tydzien temu byly rekordowe mrozy od 20 lat i np. w nocy byl jeden stopien roznicy pomiedzy Warszawa i Tampa :) .  Nikt za bardzo nie mial ciuchow na takie mrozy (no i nie jestem pewna, czy gazeta napewno miala prawidlowa temperature, poniewaz na Florydzie na bank nie bylo -15*C).


W sobote bylam umowiona juz o 10 rano. Na poczatek gralysmy w Wii, Mario. Droche trudniej, bo dwie osoby wiec skakalysmy sobie po glowach i w Wii jest nie co wiecej mozliwosci. Po ponad godzince zebralysmy sie i pojechalysmy do galerii na zakupy. Nie szalalam jakos szczegolnie, ale zjadlam rewelacyjny lunch. Zupa brokulowa z francuska bagietka (jakos nie przepadam za tym amerykanskim chlebem...), no i tosta (jezeli jestescie z Wroclawia, to byly nawet leprze niz te z pod przejcia z Galerii Dominikanskiej!). Pochodzilysmy jeszcze po sklepach, a okolo 16 zadzownilysmy po rodzicow Jessiki. Troche posiedzialysmy w pokoju, a o 18 jej rodzice zabrali nas do wloskiej restauracji - Italian Grill. Na poczatek przyniesli nam kalmary, cos poskrecanego oraz JEDNA  malze, poniewaz mama Jessiki, kiedy dowiedziala sie ze jeszcze nigdy ich nie jadlam, postanowila ze powinnam sprobowac, a nie chcieli ryzykowac calego taleza. Uwarzam, ze to bardzo mile z jej strony. Wszystko mi bardzo smakowalo, a najbardziej to cos poskrecanego. Lekkiego zawalu dostalam, kiedy zobaczylam, ze to cos poskrecanego to male osmiorniczki! O ludzie, ale to bylo dobre. Zamowilam jeszcze lazanie ze szpinakiem i kurczakiem. Uwielbiam ta restauracje. Kiedy wrocilismy do domu bylo juz po 20. Nastepnego dnia zaczelam od dobrego amerykanskiego sniadanka, chociaz do tej pory nie wiedzialam, ze cos takiego wogole istnieje. W koncu wybralysmy sie na spacer, pozwiedzac okolice, a potem gra w tenisa. Zastanawiam sie nad wstapieniem do drozyny! Haha, bylo by milo robic cos po lekcjach, bo jak narazie jestem tylko "menagerem" mojej nauczycielki wf, ktora jest trenerem druzyny softballu. Jest fajnie, bo lubie papierkowa robote, ale troche ruchu mi sie przyda. Potem pojechalysmy z mama Jessiki na farme truskawek i kupilysmy przepyszne ciasto z truskawkami i bita smietana. Niebo w gebie! Tam w koncu kupilam pocztowki! Ludzie, doczekacie sie! Czy wyobrazacie sobie, ze NIGDZIE ich nie moglam dostac?! Na koniec znowu gralysmy w Wii, tym razem gitary elektryczne poszly w ruch i gry planszowe itp.! Ale byla zabawa... Znalazlam nawet piosenke MJ! Po pysznym obiedzie wrocilam do domu (okolo 18).


Jeszcze nie wiem, jak u mnie ze zmiana rodziny. Sprawa sie skomplikowala, bo o ile jej rodzice mnie polubili, tak Granny powiedziala mi, ze nie wyobraza sobie za te kilka miesiecy domu beze mnie... Russ bedzie mial prawo jazdy, czyli prawdopodobnie tez prace, ja bede w Polsce a ich dom bedzie smutny i pusty. Tak mi dokladnie powiedziala. No i co ja mam zrobic? Zwlaszcza, ze kiedy chodze do szkoly, to jest naprawde ok, bo moge zawsze zostac po lekcjach, mam transport, obiad na czas (co z tego ze od pieciu miesiecy jade na fasoli i ubitych ziemniakach z proszku... - moj przybrany brat nie lubi nic wiecej, zadnych wazyw, nic! Fasola i fasola!) Mama Jessiki powiedziala, ze jezeli bede miala jakiekolwiek problemy moge odrazu pisac, czy dzwonic do jej corki. Delikatnie w ciagu tych dwoch dni przeprowadzala ze mna wywiad. Ale ciii, nie powinnam sie zorientowac. Zapytala sie mnie nawet, czy jestem pewna ze Russ mi nic nie zrobi (ale mialam ubaw! To ja go raczej temperuje! Biedny chlopak, ale jak mam zly humor, to dla wszystkich musze byc mila, wiec jemus sie najczesciej dostaje...). Pytala czy mnie dobrze karmia i takie tam. Kurcze, do dzisiaj nie wiedzialam, ze amerykanskie jedzenie moze byc takie smaczne! Btw. wczoraj byl moj 148 DZIEN TUTAJ! POLOWA! Od dzisiaj jeszcze tylko 147 DNI! To juz mniej niz dwa dni temu! Teraz to juz z gorki na pazurki! We're off see the Wizard! I'm soooooooooo happy! ALe wiem ze i tak bede tesknic! Za Floryda! (mom, Jessica is comming over, to spend few weeks with us!). A teraz zobaczymy, ile rodzicielka zrozumiala!


W srode zaczyna mi sie drugi semestr! Jestem taka podekscytowana! Nowe klasy, i to az trzy! Trzymajcie kciuki za moje egzaminy, zwlaszcza z historii i angielskiego, bo bylo niemilosiernie duzo czytania, przysypialam i nie wiem, ile naprawde zrozumialam! Papatki! Macie kilka zdjec!


W pokoju Jessiki.



Nasza wieeeeelka wieza :)



Mymmm...



Miss truskawek! Pewnie dlatego taka "zdrowa" <- Kas, pamietasz?!






Moja rozowa pineska na Wroclawiu!!!!!



Zapowiedz, co za tydzien:





Link 28.01.2010 :: 22:16 Komentuj (9)

Sto lat! Sto lat! Niech zyje, zyje nam!


Wszystkiego najnajnajlepszego, duzo zdrowia, szczescia no i mnie, mamus - w czerwcu!!! :*


(Happy birthday - Granny and Paw :) )


A teraz baaardzo spoznione zdjecia z Disney Worldu :)









-Blekitna


-Rozowa!


-Blekitna!


...










Niestety najfajniejszym atrakcjom nie mozna bylo robic zdjec, a szkoda. W Malym Swiecie znalazlam slowo "Dowidzenia", wiec zaczelam krzyczec az wszyscy sie odwrocili ^^. Bylo super!


A teraz w skrocie co u mnie. Jezeli traficie na Floryde, to jest mozliwosc, ze nie bedziecie mogli grac w sporty drozynowe, tak jak np. ja :( .  Chcialabym byc w drozynie tenisa, ale guzik z tego, za nic w swiecie mnie nie przyjma, bo cala drozyna moze byc przeze mnie zdyskwalifikowana!


Dzisiaj wszyscy nauczyciele jezyka angielskiego mowili o mozliwosci przyjecia ucznia z wymiany na kilka tygodni w lecie. Szkoda mi sie tylko zrobilo, ze nie w roku szkolnym.


Na historii pani uparcie podaje, ze Niemcy zaatakowaly Polske w II Wojnie Swaitowej 3 wrzesnia, a ja az zglupialam i sprawdzilam w kilku zrodlach - pierwszy wrzesnia, jak nic! Bedzie musiala zmienic notatki, bo niepopuszcze! Pierwszy raz rozmawiamy o Polsce i jeszcze dowiaduje sie bzdur! Ach! Jestem przewrazliwiona na punkcie naszego pieknego kraju... A jezeli mowa o wojnie... W poniedzialek zginal chlopak na wojnie w Iraku, ktory zostal absolwentem mojej szkoly. Odkad tutaj jestem, poraz pierwszy uswiadomilam sobie w pelni, ze Stany tocza przeciez wojne, choc jak tu jestescie, to KOMPLETNIE tego nie widac.


Pozdrawiam. Ja juz odliczam dni do konca. Zostaly jeszcze tylko CZTERY miesiace i DWA tygodnie, a potem witaj Holandio!


 



powered by Ownlog.com