Image and video hosting by TinyPic
3 tygodnie w domu.
Link 04.07.2010 :: 16:22 Komentuj (3)
     Jestem już trzy tygodnie w domu :). Dużo się dzieje, nie nudzę się i
właściwie dni przelatują mi pomiędzy palcami. Ciągle wychodzę na
miasto, spotykam się i przyjaciółmi i spędzam dużo czasu w rodzinie.

     Jak już Wam mówiłam, w czasie wakacji zamierzam zrobić prawo jazdy.
To niestety przekreśla moje CAŁE WAKACYJNE PLANY! Najbardziej żałuję,
że nie wiem, czy mi się uda pojechać z przyjaciółką do Bakaladii,
magicznego miejsca, gdzie nie mogę dojechać już od dwóch lat!

     Już dawno obiecałam, ze opiszę otwartość Amerykanów. Pierwsza
kwestia to homoseksualiści. Trafiłam do bardzo otwartej szkoły! Pamiętam
rozmowę z koleżanką na plastyce. Kayla powiedziała: 'W innych szkołach
jak ludzie wiedzą, że ktoś jest gejem to malują mu szafki, są wredni i
nie dają żyć. Ludzie się kryją i nie ujawniają. W Armwood jest bardziej:
"Jestem gejem" a na to odpowiedź "O, ja też!", więc nie ma się czym
przejmować'. Nie wiem, cy to naprawdę tylko Armwood, ale jadąc na
Florydę czy do innych Stanów trzeba być otwartym, i przywyknąć do myśli,
że spotka się różnych ludzi! Czarni, Meksykanie i wszelkie inne
mieszanki narodowe! Właśnie to mnie zachwycało, otwartość na drugiego
człowieka i akceptowanie go!

    Oprócz tego, choć chyba już się powoli przyzwyczajam, czasem mnie
coś trafia na polskich drogach! Zapomniałam już, co to znaczy stać w
korku, podskakiwać na każdej dziurze i zatrzymywać się na każdym
czerwonym. To takie dobijające! Drogi w Stanach są olbrzymie, pewnie
dlatego, ze muszą pomieścić te wszystkie ciężarówki, ale to naprawdę
przykre, jak pod tym względem jesteśmy zacofani.

    Jeżeli mam skrytykować coś amerykańskiego, to na pewno jedzenie.
Odkąd przyjechałam, nie miałam  ustach hamburgera czy frytek. Jem tyle
warzyw ile tylko mogę zmieścić, piję kefiry i inne polskie rarytasy :-)
Najbardziej odpowiada mi oczywiście zupa babci, schabowy czy młode
ziemniaczki, na które jest akurat sezon.



   A teraz zdjęcia z Polski.



Wypad nad jezioro z Kasią i przyjaciółmi mamy.





Oliwka :)







Z moją Kwasią (ta jedna słuszna Kasia :* ) (Granny thank You, I enjoyed
my time with Kasia, thinking of You , because of the "kissing cards"!)









Kilka dni temu byłam z Kasią, jej chłopakiem - Julkiem i jego tatą we
Wrocławskim ZOO.  Dzięki tacie Julka tak naprawdę po raz pierwszy byłam
tam oglądając okazy, czytając o nich informacje i "czerpiąc coś z tego".


 





 Z Kasią ^^







Julek.









Wczorajszy wypad na miasto.








Mamusia :-)



Nie całe sześć miesięcy, a już uzależniona od kawy ^^


No i jeszcze odgrzebałam zdjęcia z przed 10 miesięcy, pożegnalny wypad na kręgle.




A i tak wygrała mama :)





Tany tany!

Życzę wszystkim udanych wakacji!!!



MIelno 2010
Link 22.07.2010 :: 14:58 Komentuj (5)

Minęły
kolejne tygodnie wakacji. Czuję się wypoczęta i mam wrażenie, że nie ma rzeczy
niemożliwych! Dzisiaj nad ranem wróciłam z Mielna, gdzie pojechałam na dwa
tygodnie z ciocią Alą i kuzynem Mikaelem.



            Już pierwszego dnia (po całonocnej
podróży) poszliśmy na miasto i? Ciocia mnie wrobiła w karaoke! Musicie
wiedzieć, że głos mam delikatnie mówiąc nie ciekawy? Zaśpiewałam Agnieszkę i
chociaż byłam zestresowana,  wyszło jak
wyszło, była fajna zabawa :) . Pogoda dopisywała, więc prawie codziennie
chodziliśmy na plaże. Po Oceanie potrzebowałam aż trzech dni, żeby przyzwyczaić
się do temperatury naszego polskiego morza. Pierwszego dnia moczyłam nogi, drugiego
weszłam do pasa, a trzeciego wskoczyłam na sekundę do ramion, a dopiero
czwartego dnia popływałam. Czas leciał głównie na wypoczywaniu ^__^ .



            Oprócz tego przez trzy dni w Mielnie
odbywał się Festiwal Indii. Można było poznać kulturę Dalekiego Wschodu, poprzez
próbowanie wegetariańskiego tradycjonalnego jedzenia, poznawania sztuki jogi,
słuchania wykładów o  filozofii, czy
poznawaniu mody. Bardzo podobały mi się przedstawienia, opisujące historie
rodem z Indii, czy pokazy magiczne.





Pierwszy dzień na
plaży.





Z Mikaelem nad
jeziorem Jamno.





Festiwal Indii.



W wypożyczonym sari.







Z ciocią Alą.

PS. Tradycyjnie coś się kiełbasi z wyglądem notki i przerwami pomiędzy zdjęciami...





powered by Ownlog.com