Image and video hosting by TinyPic
Co się dzieje?!
Link 05.09.2009 :: 17:59 Komentuj (4)
Hej Wszystkim!
Pytacie się o szkołę :) Czy Amerykanie mają fun z nauki? Myślę, że to zależy od człowieka, a nie od tego skąd pochodzi. Jeżeli chodzi o różnicę w edukacji, to widzę ogromną w nauczycielach (XII do której chodziłam we Wrocławiu też ma świetne grono pedagogiczne). Pani od chemii jest przerażająca, ale przy okazji strasznie zabawna. Dziwne połączenie, ale uwierzcie mi, potrafi zestresować człowieka! Algebrę mam z prawdziwą matematyczką. Cisza, spokój na lekcji. Tylko przykłady o przykłady, ale... Mówi, że mamy prawo popełniać błędy, a nawet cieszy się kiedy to robimy w czasie lekcji, bo może dowiedzieć się czego nie rozumiemy i wytłumaczyć nam to. Cały czas jest do naszej dyspozycji, nigdy nie odmawia udzielenia odpowiedzi. Pan od sztuki opowiada nam caaaaaaałe swoje życie. Dał mi nawet książkę o Disney Worldzie! Pani od angielskiego jest kochana!Cały czas mówi mi żebym się nie przejmowała. Wczoraj udawała swojego psa, żeby nam coś dokładniej wytłumaczyć, a innym razem śpiewała piosenkę, która była w podręczniku. Na sportach drużynowych przebieram się, żeby mieć punkty, ale jeżeli zapomnę stroju to nie stwarza to większego problemu. Już nie raz widziałam jak chłopaki grali w skarpetkach i klapkach (myślałam, że tylko w Polsce jest plaga noszenia tych dwóch rzeczy równocześnie, no ewentualnie sandały i skarpety :-). Nauczycielka gra z nami i dopinguje uczniów. Śmieje się ze mnie, kiedy rzucam piłkę do kosza, bo podskakuję i uginam prawą nogę. Tłumaczy że wyglądam jakbym wykonywała kroki z baletu. Raz nawet przywitała mnie polskim zwrotem "Jak się masz"!!! Wyobrażacie sobie, jak ciepło mi się zrobiło na sercu?! To było naprawdę bardzo miłe. Nauczycielka historii lubi karaoke, kokardki we włosach, różowy kolor i uwielbia być nauczycielką, tłumaczyć, żartować z uczniami.  
Uczniowie na lekcjach siedzą raczej cicho, sami zgłaszają się do odpowiedzi, ale są też tacy, co dosłownie śpią na lekcjach. Wczoraj byłam na meczu footballu amerykańskiego :) Było przezabawnie, bo w ogóle nie rozumiałam gry i co chwilę podskakiwałam, jak armata oznajmiała, że nasi zdobyli punkty. W międzyczasie zrobiliśmy sobie z Russellem spacer dookoła stadionu. Takiego natężenia fast foodów nie widziałam jeszcze nigdy w życiu, nawet na amerykańskich przedmieściach. Jakiś facet dał nam bilety za CZTERYSTA DOLCÓW! Kto wydaje tyle kasy na mecz, który jest tylko grą dla rozwoju zawodników?! To nie były żadne mistrzostwa! Nasi przegrali :(
Dzisiaj byłam na placu, straganie... Jakkolwiek tego nie nazwać, było dziwnie. Najpierw jechaliśmy 35 minut po arbuza, potem 15 minut krążyliśmy w AUCIE po bazarku żeby znaleźć najlepszego arbuza, a na koniec jechaliśmy do domu 35 minut bez arbuza. I po co było jechać? Nie wiem, mnie nie pytajcie! 
Jutro jadę do Bush Gardens i będę tam jeździć na olbrzymich Roller Costerach! Życzcie mi powodzenia :) Tym razem postaram się dodać zdjęcia z jutrzejszego wypadu, ale też tego z plaży w poniedziałek, bo z okazji czegoś tam nie mamy lekcji! Jupi! :) 



Busch Gardens!!!
Link 07.09.2009 :: 03:19 Komentuj (9)
Dzisiaj byłam w Bush Gardens! Jest to park rozrywki, gdzie są dostępne wszystkie możliwe atrakcje wliczając atrakcje wodne, zoo i wesołe miasteczko! Było cudownie! Przejechałam się wszystkimi Roller Costerami! Kilka z nich było naprawdę przerażających, np. Sheikra, gdzie zjeżdżaliśmy na dół pod kątem 90*! Tak moi Drodzy, to było straaaaszne ! :D

 
 
Na dodatek chlapaliśmy ludzi wodą! To białe za siedzeniami to strumień wody.
 
Papuga siedziała na mnie, ale niestety nie udało się uchwycić tej cudnej chwili Za to macie inne ptaki.




 
Maaaała cześć zwierząt które widziałam :)




 


   

Roller Costery




 
W sumie ich było siedem, ale zapominałam o takich szczegółach jak robienie zdjęć! Przepraszam!
Na koniec mój dzisiejszy lunch i widok mojej ulicy, plus Bessy w wózku dla psów!





Plaża
Link 10.09.2009 :: 02:59 Komentuj (6)
Hej wszystkim!
Oto odpowiedzi na pytania!
W szkole idzie dobrze, w ogóle się nie przemęczam, z angielskiego mam 95% (jakim cudem?!) a z algebry zbieram same maxy :). Może to zasługa tego, ze postanowiłam nie przeginać w tym roku i wybrałam sobie raczej łatwe poziomy przedmiotów. Tak czy siak powtarzam klasę, a mam już sporo roboty z językiem angielskim samym w sobie, żeby się jeszcze bawić w matematykę na poziomie calculus.
Gadu gadu może by działało, ale nie piszę z mojego komputera, a nie chce nikomu zaśmiecać pamięci. W przyszłym miesiącu, kiedy już będę pewna, ze nie wyskoczą mi żadne niespodziewane wydatki do szkoły, zainwestuję w ładowarkę do laptopa i do... aparatu! Wkrótce powinnam być już w pełni dostępna!
Tak, Bessy i Chinka są Shih-Tzu, a Mandy to czarny pekińczyk. W niedziele odwiedziliśmy plażę, która znajduje się na terenie miasta... Uwaga, Uwaga! St Petersburg! Tak! Tylko że tu jest duuużo cieplej, niż w Rosji.
Było super, tylko że ja i Russ zostaliśmy sami i po kilku godzinach byliśmy straaaasznie, głodni! Ale tak strasznie, że aż strasznie, wiec poszliśmy do pobliskiego parku szukać Paw'a (Will) i Granny(Margaret). Rzuciłam moją czapką i wypadło, ze mamy iść w prawo. Przez to szukaliśmy ich przez około godzinę. Gdybyśmy poszli w lewo, zajęłoby to nam może z pięć minut?... No tak, ja i moje szczęście :) Zdjęcia! 
W drodze na plaze. 

 
Plaża i park (w sumie to tworzy calość).





Czy muszę wspominać, że woda była cieplutka, słońce świeciło bez przerwy i nie było aż takich tłumów?! 
Most zwodzony i okolica. Żeby zrobić to zdjęcie (most) otworzyłam drzwi i boso wyszłam na most. Ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, a Russ śmiał się, ze wezmą nas za turystów. Przepraszam, a kim ja jestem?!



A tu mieszkam :) Palmy, palmy, palmy... Strasznie mi się tutaj podoba wizualnie. Cicha i spokojna okolica, domki w pastelowych kolorkach, równo przycięta trawka i machający sobie sąsiedzi. Rodem z amerykańskiego filmu :)





No i specjalnie dla Kasi Kacprzak, zdjęcie Russela! Mam nadzieję że Ci się spodoba! (W mojej łazience). 
Dzięki za wszystkie komentarze i miłe słowa. W następnej notce dodam zdjęcia szkoły, bo mam już kilka, ale przydałoby się więcej :)
Papa!


Szkoła! ARMWOOD HIGH SCHOOL
Link 16.09.2009 :: 03:39 Komentuj (4)
Notka byłaby kilka dni temu, ale ja zamiast dodaj nacisnęłam jakąś kombinację na klawiaturze (chciałam zrobić typowo polskie literki) i się wszystko usunęło. Dziękuję obu Kasiom! Kasi od Sonii za to, że dzięki niej czuję się, jakbym wciąż była częścią klasy 2g, oraz Kasi K., za to że jest!
Pozdrawiam także Olę S., która jeżeli się zdecyduje pojechać w przyszłym roku na wymianę, może zamieszkać z moją obecną rodzinką (są cudowni!). Język angielski jako przedmiot wygląda tak jak polski u nas, w Polsce. Analiza tekstów, wierszy, obrazów itp. Wczoraj miałam test z wiedzy i poszło mi już troszeczkę gorzej, bo mam 86%, ale i tak się się cieszę, bo mam lepsze wyniki niż inni uczniowie, a oni przecież rozumieli wszystkie lekcje. Wnioskuję też, że mam wysoki procent tylko i wyłącznie dzięki łagodnemu traktowaniu mojej kochanej nauczycielki. 
Kasiu, dodam jakieś moje zdjęcie, ale chciałabym na nich wyglądać jak człowiek, więc póki co się powstrzymam :-). Na początek dwa zdjęcia centrum handlowego, które jak się okazało jest w Brandon! Czemu tylko dwa? Bo na ogół wygląda jak zwykła galeria. Oto Brandon Mall:



 
Biedny Russ nie wiedział na co się pisze, proponując mi wspólne zakupy. Pokazałam mu komentarz że jest "cute", lekko się zawstydził ale wyraźnie mu się to spodobało ;)

Obiecałam, że pokarzę Wam moją szkołę. Aby wykonać te zdjęcia zostałam w szkole, w czasie kiedy Russ miał zajęcia z JROTC. Później przyjechał po nas Paw i wróciliśmy do domu.







 

Moja szafka, którą po trzech tygodniach chodzenia do szkoły nauczyłam się otwierać!

 

 



 
Tablice informujące co będziemy robić z klasy angielskiego. Każdy nauczyciel umieszcza takie w swojej klasie, dzięki czemu już na początku lekcji można się przygotować psychicznie na quiz, czyli kartkówkę, lub wyciągnąć kolorowe flamastry, które przydadzą się do robienia plakatów itd. Zwróćcie uwagę na Wednesday!




 
Tu mam historie. 
 

Szatnia i sala gimnastyczna. Szkoła jest w trakcie trwania remontu, już za rok wszystko będzie ładnie odświeżone. Szkoda, że raczej już tego nie zobaczę.


 
Sala, gdzie odbywają się zajęcia z ceramiki i malowania.
 

Autobusy szkolne. Dzisiaj liczyłam, jest ich około 30. Każdy z nich ma swojego stałego kierowcę i kilku cyfrowy numer. Na autobus nie można się spóźnić, bo każdy ma wyznaczone przystanki i pojawia się tam tylko dwa razy dziennie - rano przed szkołą i popołudniu tuż po zajęciach. Jeżeli ktoś opuści swój odjazd musi się martwić o dojazd we własnym zakresie. Paw jest moim wybawcą w kryzysowych sytuacjach. Najgorzej było pierwszego dnia po szkole, kiedy nie wiedziałam gdzie się mam kierować. Dopiero w ostatnim momencie zauważyłam znajome twarze Kevina, Ashley i Russ'a.  

 

Jutro mam skrócone lekcje, tak zwany half day bez żadnej okazji (już wiecie, dlaczego nie ma angielskiego?), więc dodam zdjęcia z meczu. Ciekawe widowisko. W szkole jest coraz lepiej, rozluźniłam się i tak naprawdę dopiero teraz zaczęłam poznawać masę ludzi. Jest coraz lepiej! Coraz więcej rozumiem, coraz lepiej się czuję! Mamuś, znalazłam dla Ciebie idealny prezent, wypatruj listonosza!
Tęsknię, Dżesika <3


Mecz
Link 22.09.2009 :: 22:22 Komentuj (1)
Przepraszam, ale dzisiaj nie mam czasu na odpowiedzi. Dodam je w następnej notce, obiecuję! Kto zgadnie, jaki kolor mam nasza drużyna? Przed meczem jedzenie to stały punkt programu :-) Wyjeżdżamy zawsze kilka godzin wcześniej, żebyśmy mogli zaparkować w prywatnym ogródku zaprzyjaźnionych Latynosów, odpalić ogień i przygotować hod dogi lub hamburgery. Kiedy zbliża się wyznaczona godzina pakujemy wszystko do ciężarówki i idziemy na stadion. Ludzie wokoło krzyczą nazwy drużyn i nazwiska swoich ulubionych graczy. Panuje niesamowita atmosfera!

Ja i Paw
 
Stadion 












Część gry, której nie rozumiem. Na mecze chodzę tylko i wyłącznie ze względu na Pow'a. On lubi kiedy robię coś, co sprawia mi frajdę, a ja lubię kiedy on jest zadowolony. Udaję więc że rozumiem co się dzieje i na ostatnim meczu przez 60% gry udawało mi się odnaleźć wzrokiem piłkę! Sukces! 

 
Nasi zdobyli punkt! (flagi) 

Pozdrawiam :)


Mała rocznica
Link 23.09.2009 :: 01:30 Komentuj (10)

Dzisiaj mija miesiąc, od kiedy jestem w Stanach Zjednoczonych. Z tej okazji dostałam od mojej rodzinki mały prezent :)




Oprócz tego w sobotę nabyliśmy materac do pływania. Zaczęło się tak...




...a skończyło tak! A przecież miałam nie pływać!




Nauka do sprawdzianu z historii ^^



Z Kandii




Głodni? To ta "słodsza" cześć naszej spiżarni. NIE pełna, ale głupio mi było robić te wszystkie zdjęcia... Robimy lody! Przepyszne (były)!








I mój pokój (różowy będzie mnie prześladował do końca życia!).


 Dżesika



Odpowiedzi na pytania.
Link 28.09.2009 :: 21:57 Komentuj (2)

Dzisiaj więcej pisania, mniej zdjęć (haha, wcale :-). Wiem, że niektórych z Was to nie zadowoli. Przepraszam. Odpowiedzi, mam nadzieję że niczego nie pominęłam:

Nie wiem, czy w szkole wolno robić zdjęcia. Pewnie nie, bo jest zakaz używania np. telefonów, ale ja zostałam po lekcjach i zaczekałam aż nikogo nie będzie w pobliżu  :)

Uważam, że 86% to wcale nie jest mało, ale jeżeli porównam sobie to do moich 94% za ogólną pracę to troszeczkę opuściłam sobie poziom, nie sądzisz?

Capri Sun to soczki, które kojarzą mi się z wczesnym dzieciństwem spędzanym w Niemczech. Są naprawdę pyszne, prawda Cande?

Tak, moja rodzina ma w ogródku basen i hot tube, czyli jacuzzi. Uwielbiam tam spędzać czas. Na dworze jest prawie zawsze ciepło, niemalże codziennie sobie pływam. Miła forma spędzania wolnego czasu z moją host rodziną, lub nawet w samotności. 


Droga Kasiu od Sonii! Russell i Kandi to dwie tak rozbieżne osobowości, że opiszę ich osobno.


Russ to spokojny chłopak, który dwa do trzech dni w tygodniu zostaje po szkole na JROTC, czyli armię dla młodzieży i biega po dwie mile, robi pompki, uczy się strzelać z broni i trenuje musztrę. Jest jednym z najlepszych uczniów, w weekendy jeździ na mecze footballu amerykańskiego, pływa motorówką, bądź po prostu się uczy. Dzień w dzień po szkole odrabiamy razem lekcje a potem idziemy czasem pobiegać, ponieważ muszę trenować, jeżeli chcę być w drużynie piłki nożnej dla dziewcząt. 


Kandi... Z Kandi 30 października idziemy na film "This is it", ponieważ tak jak ja lubi MJ. Kandi jeździ do szkoły autem ze swoimi koleżankami, po szkole lata od znajomych do znajomych, nigdy nie ma nic zadane, a mimo to jakoś zdaje z klasy do klasy :). W niedziele chodzi do kościoła, a potem z innymi dzieciakami pomaga pastorowi naprawić jakiś dom. Kiedy Kandi jest w pobliżu nie da się być poważnym, czy smutnym, bo ona zawsze gada, nie ważne czy ze mną, czy przez telefon. 

Dzień w dzień dziękuję, że nie muszę się męczyć w polskiej szkole. Tutaj póki co nie opuściłam anie jednego dnia i wcale nie ubolewam z tego powodu. Szkoła jest ciekawa, ludzie są mili, lekcje mijają szybciej niż te w Polsce. Za to wieczorami... Wieczory są najgorsze. Dzień w dzień śni mi się Polska, Wrocław, znajomi... Tęsknię i to bardzo, ale wiem że zostało mi już tylko osiem miesięcy i trzy tygodnie i znowu będę w Domu!


Z językiem angielskim jest coraz lepiej, wczoraj spotkałam BARDZO bogatego Amerykanina, który powiedział "piwo", a ja... nie zorientowałam się, że powiedział to słowo po polsku. Mój mózg zarejestrował jedynie fakt, że to zrozumiałam :) Szok! Za dużo angielskiego! Za dużo!

Do zobaczenia!



powered by Ownlog.com