Image and video hosting by TinyPic
Lloret de Mar
Link 16.09.2012 :: 15:18 Komentuj (6)

Dzisiaj mijają równe dwa tygodnie odkąd wyjechałam z Lloret
de Mar. Powoli przyzwyczajam się do myśli o kończących się wakacjach – tych najdłuższych
w moim życiu. O ile przyszłość stawia przede mną wiele znaków zapytania, to
przeszłość wywołuje delikatny uśmiech na mojej twarzy. Kto z nas nie kocha
wakacji i związanych z nimi egzotycznych przygód? Dziś przedstawię dużo zdjęć z
pobytu w samym Lloret, tematu kolejnego postu jeszcze nie zdradzę :) .

Pomimo że w międzyczasie byłam jeszcze w Warszawie i planuję
ostatni w tym roku wypad na wieś, wakacje w Hiszpanii wspominam z ogromnym
sentymentem. Większość czasu spędzałyśmy w naszym gronie, ale jak sami się
przekonacie po zdjęciach, udało nam się poznać kilka fajnych osób. Kumplowałyśmy
się z chłopakami, którzy mieszkali pokój obok i tak jak my często rozgrzewali
się przed imprezą na balkonie.



Prawie każdy dzień wyglądał podobnie. Nie miałyśmy
wykupionego jedzenia, więc codziennie rano chodziłyśmy po świeże produkty spożywcze.
Dzięki temu udało mi się zasmakować tradycyjnych wędzonych kiełbas, papryk i
innych smakołyków. Po pysznym śniadanku przebierałyśmy się w stroje kąpielowe i
spędzałyśmy dużo czasu nad basenem. Sylwia przed samym wyjazdem miała
niefortunny wypadek, dlatego musiała uważać na swoje kolano i nie obciążać go
zbytnio. Ja i Basia wykorzystałyśmy odrobinę Jakuba i Szymona, którzy przez
kilka ładnych lat trenowali pływanie. Takim sposobem podszkoliłam, a raczej
nauczyłam się na nowo pływać żabką. Opanowałam poprawnie kraula i zawracanie
pod wodą, oraz rozpoczęłam naukę skoku na główkę. Mimo że okazałam się dość odważna,
to wciąż nie zawsze prostuję nogi przy skoku :D . Basia, która sama kiedyś
pływała doskonaliła swojego delfinka. W okolicach siedemnastej zbierałyśmy się
do pokoju i szykowałyśmy do wyjścia na miasto. Na obiad wybierałyśmy
najróżniejsze knajpy, spacerowałyśmy, kupowałyśmy pamiątki. Miałyśmy wykupiony
tygodniowy karnet do największego klubu nocnego – Tropics, gdzie byłyśmy pięć
razy. Jeżeli wydaje Wam się, że to dużo imprez jak na jeden tydzień, to zdradzę
Wam, że inni byli tam codziennie! Tak więc pod wieczór ponownie wychodziłyśmy
na miasto i wracałyśmy do hotelu przeważnie w godzinach porannych.



Imprezowo:



 

Jakub, Basia, Szymon, Krystian :)

W hotelowym basenie:

Wypady na miasto:

Zwiedzanie Lloret <3

Dżesika: Kurde, mogłam jednak zabrać strój!

Sylwia: Ja też. Tak strasznie chce mi się pływać!!

Nie taki smutny dzień wyjazdu :)

Do napisania :) 



powered by Ownlog.com